Dialog o filozofii

Kiedy przyszedłem na pół leżał w krześle biurowym. Pochylony do tyłu, trzymał rękę za głową i patrzył przez okno. Przywitałem się i zapytałem o gazetę leżącą na stoliku.

U: Czytałeś najnowszy numer?

M: Zacząłem, ale przestałem. Wrócę do lektury jak mi przejdzie niesmak.

U: Co się stało?

M: Natrafiłem na artykuł dwóch filozofów o metafizyce. Przeczytaj, tam gdzie jest zakładka. Sam wstęp wystarczy.

U: Za cel metafizyki uznaje się opis i wyjaśnienie struktury szeroko rozumianej rzeczywistości. Już tak postawione zadanie może świadczyć o dużym znaczeniu tej dyscypliny. Jeśli uwzględnimy przy tym, że sam Arystoteles badania z zakresu metafizyki nazwał „filozofią pierwszą”, jej doniosłość poznawcza powinna znajdować się poza wszelkimi wątpliwościami.

M: I co o tym myślisz?

U: Jeżeli rozumiem to oni ambicje dziedziny oraz autorytet przywołują jako argumenty za metafizyką. Mało przekonywujące.

M: Dokładnie. Przecież ani autorytet, ani ambicje dziedziny nie stanowią wiarygodnych argumentów. Gdyby tak było to można sobie wyobrazić, że sytuacje gdzie szanowany filozof oszalałby i stworzył kompletnie oderwaną od Rzeczywistości teorię. Oczywisty, kompletny absurd starający się wyjaśnić całą Rzeczywistość. Nie można zaprzeczyć, że teoria ta miałaby wielkie ambicje. Stałby za nią również autorytet autora. Oczywiście jej „doniosłość poznawcza” byłaby żadna.

U: W pełni się zgadzam. I to cię tak zniesmaczyło?

M: Nie tylko. Ogólnie rzecz biorąc cierpię arogancji.

U: Arogancji?

M: Tak, to jest jednak powszechna rzecz u filozofów. Wynika z ich niemal religijnej wiary w filozofię. Ci dwaj autorzy mają zaszyte w umysłach przekonanie, że filozofia, a wraz z nią metafizyka, stanowi bardzo ważną dziedzinę. Prawdopodobnie więcej jeszcze – wielbią oni to „umiłowanie mądrości”, tą „królową wszystkich nauk” (jak ją nazywają). Przy tym jednak wielbią samych siebie, jako jej adeptów. Uważają, że samo zajmowanie się tą dziedziną, jako najwspanialszą z dziedzin, sprawia, że są mądrzejsi niż inni.

Przypomina to myślenie ludzi wierzących, którzy od dziecka indoktrynowani są aby wierzyć w określoną religię. Dorastają i mają przekonanie, że rozumieją wszystko – czym jest Rzeczywistość, jak powstała, jakie jest w niej miejsce człowieka. I to mimo, że nigdy nie podejmowali refleksji nad doktryną swojej religii. I oczywiście – wszystkie inne religie (mimo, że są równie uzasadnione co ich własna) potępiają jako nieprawdziwe. Sądzą, że sama wiara w narzucone im w dzieciństwie dogmaty jest źródłem mądrości. Jest w tym sporo arogancji.

U: Czy aby nie przesadzasz? Religia i filozofia to jednak coś innego.

M: Ale mechanizm wiary jest ten sam. Gdyby ci dwaj autorzy nie byli zaślepieni, ale widzieli wyraźnie to podeszli do sprawy zupełnie inaczej. Pomyśl tylko – zamiast odwoływać się do pokątnych argumentów, wystarczyłoby spojrzeć na fakty. W tym celu należałoby prześledzić historię metafizyki, zapisując wszystkie wartościowe informacje, modele, metafory i w ogóle konstrukcje myślowe, którymi metafizycy wzbogacili ludzkie poznanie w ciągu ponad dwudziestu wieków uprawiania tej dziedziny. Dalej – należałoby porównać metafizykę z fizyką, która zajmuje się tym samym, przynajmniej w definicji jaką podali. Wówczas można by wiarygodnie ocenić czy metafizyka jest rzeczywiście „doniosła poznawczo”, czy jak dotąd jej program okazał się sukcesem czy nie.

U: Świetny pomysł.

M: Powiedziałbym – właściwy. Nie stanowi on jednak przejawu mojego geniuszu. Przeciętny inżynier, zresztą w ogóle człowiek z głową na karku, wpadł by na to rozwiązanie. Pytanie przecież nie jest trudne: „Jak ocenić płodność heurystyczną określonej dziedziny?”.

U: Zatem twoim zdaniem jest to kwestia arogancji?

M: Zastanawiałem się nad tym zanim przyszedłeś. Ci autorzy przecież zajmują się myśleniem, powinni być od tego specjalistami. Dlaczego zatem publikują w gazecie coś zupełnie nieprzemyślanego? I to przecież nie jest oderwany przypadek. Jedyne wyjaśnienie jakie znalazłem to, że po prostu oni nie myślą jasno.

Dorastając zaczęli zajmować się filozofią, postrzegając ją jako dziedzinę która zagwarantuje im mądrość. Po jakimś czasie zajmowania się nią, co oznacza naukę odpowiednich teorii, terminów i ogólnego podejścia, uznali, że już są mądrzy, że są filozofami. Ale w trakcie tego procesu nie zadali sobie pytania czy rzeczywiście uprawianie filozofii doprowadzi ich do celu. Sądzą zatem, że są mądrzy, ale tak naprawdę nie są. I to znacznie pogłębia problem. Bo co innego nie być mądrym, a zupełnie co innego nie być mądrym ale być przekonanym o własnej mądrości.

U: Sądzisz zatem, ze filozofia nie prowadzi do mądrości?

M: Zależy co rozumieć przez to słowo. Jeżeli weźmiemy popularne znaczenie, to przecież nawet zwykli ludzie zgadzają się z moją opinią. Słyszałeś pewnie wielokrotnie wypowiedziane „filozof się znalazł”, aby uciszyć osobę, która się mądrzy. Albo po prostu „filozof” na osobę oderwaną od rzeczywistości. Sądzę, że nie bez powodu słowo „filozof” nabrało u przeciętnego człowieka pejoratywny odcień.

I tutaj dochodzimy do arogancji o której wspomniałem wcześniej. Bo filozofie na ogół sądzą, że zwykli ludzie nie mają racji. Ich brak zainteresowania filozofią kładą na karb braku mądrości. I po prostu ignorują to jako pochodzące z niegodnego źródła, zamiast podjąć refleksję nad swoją dziedziną.

U: To dlaczego ty zajmujesz się filozofią?

M: Ponieważ ja pojmuję filozofię w inny sposób. Oni rozumieją filozofię jako roztrząsanie pewnego zbioru zagadnień. Dlatego poznają myśl dawnych filozofów i przejmują ich słownictwo. Rozważanie każdego z tych zagadnień siłą rzeczy wpada w określone koleiny, stworzone przez poprzedników. Nie sposób nic więcej nowego powiedzieć, jedynie można się ustosunkować do różnych poglądów.

Najgorsze jednak jest to, że większość filozofii powstało w czasach przed naukowych. Zresztą nawet po rozpoczęciu rewolucji naukowej wielu filozofów i tak nie przejmowała się nauką. Zatem te rozważania są w gruncie rzeczy oderwane od Rzeczywistości. Nie bazują one na faktach i modelach naukowych, ale stanowią roztrząsanie różnych możliwości, bazując na intuicji i widzimisię filozofa.

Sposób w jaki ja rozumiem filozofię jest odmienny. Otóż uważam, że ma ona jasno określony cel – możliwie pełne i wszechstronne zrozumienie Rzeczywistości. Dlatego powinna ona silnie polegać na nauce. Czerpać ile tylko może z nauk szczegółowych.

W moim ujęciu filozof nie powinien skupiać się na poznaniu dzieł dawnych filozofów. To powinno stanowić tylko niewielka część jego pracy. Skupić się powinien na zdobywaniu wiedzy naukowej, szczególnie tej, która pozwala lepiej zrozumieć Rzeczywistość. Chodzi mi tu o zgłębianie teorii względności, mechaniki kwantowej, teorii ewolucji, neurobiologii. To jest droga do zrozumienia Rzeczywistości, a nie uczestnictwo w  ciągle tych samych dyskusjach, prowadzonych od ponad dwóch tysięcy lat.

U: Czy możesz podać konkretny przykład?

M: Weźmy choćby powstanie Wszechświata. Od tysiącleci filozofowie zadają sobie pytanie o to czy Wszechświat istniał zawsze czy może powstał w konkretnym momencie. Podchodzą do zagadnienia w ten sposób, że rozważają co na ten temat mieli do powiedzenia ich poprzednicy. Jakie wyróżniali możliwości. Kto, jak i kiedy argumentował za lub przeciw danemu poglądowi. Podejście takie zaowocuje po prostu wiedzą na temat dyskusji, która toczy się na ten temat wśród ludzi, którzy w dużej mierze nie znali faktów.

Filozof w moim rozumieniu, owszem będzie ciekawy jakie ludzie mieli kiedyś teorie na ten temat. Skupi się jednak na poznawaniu teorii Wielkiego Wybuchu. Wkrótce będzie wiedział – jak powstał Wszechświat, dlaczego uważa się, że akurat tak a nie inaczej, czego jeszcze nie wiemy na ten temat. Podchodząc w ten sposób zbliży się on do zrozumienia Rzeczywistości, przeciwnie do filozofa w standardowym rozumieniu.

U: W skrócie zatem uważasz, ze filozofowie powinni porzucić abstrakcyjne rozważania na rzecz poznania naukowego.

M: Tak, dokładnie. Sądzę, że filozofia i nauka mają ten sam cel – poznać i zrozumieć Rzeczywistość. Ich drogi są komplementarne ale inne. Nauka ma za zadanie tworzenie wiedzy. W jej ramach naukowcy pracują zamknięci w swoich dziedzinach szczegółowych, na ogół zajmując się specyficznymi problemami. Na przykład fizyk może poświęcić całą swoją karierę pracy związanej z teorią inflacji. Naukowcy zatem zajmują się niewielkim wycinkiem Rzeczywistości, ponieważ to umożliwia poznanie go we wszystkich szczegółach.

Filozof zmierza w przeciwnym kierunku – od nauk szczegółowych w górę. Dąży on do poznania i zrozumienia całej Rzeczywistości. Poznaje zatem nauki szczegółowe, ponieważ ich połączenie pozwala mu stworzyć dokładniejszy obraz Rzeczywistości. Dokonuje on zatem syntezy wiedzy naukowej.

U: Ciekawe ujęcie sprawy. Jak takie ujmowanie filozofii wpasowuje się filozofia nauki? Twierdzisz, że stanowi ona syntezę wiedzy naukowej, jak zatem może stanowić jej fundament?

M: Bardzo trafna uwaga. Otóż ujmowanie filozofii nauki za fundament nauki uważam za błąd. Filozofowie może chcą wierzyć, że filozofia nauki jest konieczna do uprawiania nauki, ale tak nie jest. Większość naukowców zresztą nie ma dużego pojęcia o filozofii nauki, rozumiejąc swoją dziedzinę intuicyjnie.

Widać to zresztą w historii filozofii nauki. Przecież rozwijała się ona w stosunku do nauki w sposób wtórny. Nie było tak, że rozwój filozofii nauki poprzedził rozwój samej nauki. Było przeciwnie – filozofie nauki swoje teorie na temat nauki tworzyli na podstawie analiza pracy naukowców i ich osiągnięć.

Wiedzę to w ten sposób. Filozofia ma za zadanie stworzenie obrazu całej Rzeczywistości, który by oddawał ją w możliwie dokładny sposób. Nauka jest ważnym elementem Rzeczywistości, jej wycinkiem. Filozofia nauki zatem to dziedzina filozofii zajmująca się nauką, jako ważnym zjawiskiem zachodzącym w Rzeczywistości. Nauka oczywiście może korzystać z osiągnięć filozofów nauki, ale nie wymaga jej do swojego istnienia. Nie stanowi zatem fundamentu dla nauki.

U: Jak dotąd uważałem, że filozofowie i naukowcy konkurują ze sobą nawzajem. Twierdzisz jednak, że jest przeciwnie.

M: Również dostrzegam konkurencję, ale uważam, że wynika ona z niezrozumienia swoich ról. I często jest bardzo zajadła. Pamiętasz jak Stephen Hawking, wówczas chyba najbardziej znany żyjący fizyk, ogłosił śmierć filozofii?

Naukowcy na ogół patrzą na filozofię i unikają jej jako dziedzinę nazbyt abstrakcyjną, pozbawioną konkretów. Z kolei filozofowie czują się lepsi ze względu na swoje całościowe podejście. Często zresztą naukowcy zamykają się w swoich dziedzinach i nie interesują niczym więcej, także są stosunkowo prostymi ludźmi.

Tak naprawdę jednak oboje powinni pracować razem i cieszyć się z tego. Naukowcy to na ogół ludzie interesujący się światem, dlatego chcą go poznać i zrozumieć. Potrzebna jest im filozofia. Z kolei filozofowie nie mogą wykonywać właściwie swojej pracy bez zdobyczy naukowych. Oboje potrzebują siebie nawzajem

U: Twoje podejście jest bardzo konstruktywne.

M: Owszem. Ale co najważniejsze – to co nakreśliłem to program na uprawianie filozofii, która nie prowadziła by do postrzegania filozofów jako przemądrzałych ludzi, ale do powszechnego dla nich szacunku. Z przesadnie abstrakcyjnej, czysto teoretycznej i suchej dziedziny, stałaby się ona pełna polotu, zdolna pociągać.

Sądzę też, że to jest prawdziwa droga do mądrości. Dla mnie mądrość znaczy dobre zrozumienie Rzeczywistości, w tym miejsca i roli człowieka w nim.

U: Jak sądzisz – dlaczego filozofia nie jest taka jak chciałbyś ją widzieć?

M: Sądzę, że właśnie tym była w swoich początkach. Dawni filozofowie jak Anaksymander, Demokryt, Heraklit i Arystoteles byli ludźmi, którzy po prostu chcieli zrozumieć otaczającą ich Rzeczywistość. Nie wystarczały im prymitywne wierzenia, zatem zaczęli tworzyć różne teorie na temat świata. Oczywiście nie było wówczas nauki, która by stanowiła bazę dla ich rozważań. Jestem jednak pewien, że gdyby żyli oni w dzisiejszych czasach to przede wszystkim poznawali naukę. To by pozwalało im zrozumieć Rzeczywistość, a nie czytanie na temat tego jakie teorie mieli ludzie przez ostatnie ponad dwa tysiące lat.

Wyobraź sobie Arystotelesa w naszych czasach. Człowiek z jego pociągiem do poznania świata, zrozumienia wszystkiego, spędzałby większość swojego czasu przyswajając dzieła naukowe. Sądzę, że poglądy poprzedników miałyby dla niego mniejsze znaczenie.

U: Zapewne.

M: Sądzę, że filozofia w tamtych czasach to zupełnie co innego niż w dzisiejszych, a to ze względu na naukę. W tamtych czasach nie istniała – jedyne co pozostało to tworzyć teorie, które nie mogły być weryfikowane – zatem nie przynosiły wiedzy. Nawet jeżeli jakiś filozof trafił swoją teorią i odzwierciedlała ona Rzeczywistość jak np. Demokryt, to przecież nie miał on pewności, że teoria ta jest prawdziwa. Ponadto teoria ta była tylko grubym przybliżeniem – okazało się, że atomy mają strukturę wewnętrzną, nie są niezniszczalne, są ich różne rodzaje itd.

W dzisiejszych czas nauka dostarcza jednak olbrzymich ilości informacji na temat świata – wspaniały materiał dla pracy filozofa. Jest to zatem zupełnie inna działalność. I wydaje mi się, że wielu filozofów nie rozumie tej zmiany. Chcą oni być jak ich idole z przeszłości, nie rozumiejąc, że żyją w zupełnym świecie, do którego nie stosuje się tworzenie spekulatywnych teorii na temat świata, oderwanych od wiedzy naukowej. Mam nadzieję, że to kwestia czasu.

U: Mówisz o całej filozofii? A co z etyką?

M: Oczywiście filozofia to więcej niż tylko dokonywanie syntezy wiedzy naukowej. Przecież stanowi ona również działalność związana z tworzeniem teorii etycznych, estetycznych, egzystencjalnych i politycznych.

Sądzę jednak, że jej aspekt humanistyczny wywodzić musi się z naukowego. Obraz świata powstały na podstawie nauki, musi koniecznie być fundamentem rozważań humanistycznych. Rozważ chociażby jak ogromny postęp w zrozumieniu człowieka dokonał się za sprawą teorii ewolucji oraz dziedziny neurofizjologii.

U: Czy aspekt humanistyczny jest równie ważny co naukowy?

M: Bez wątpienia. Mówiłem, że dla mnie filozofia to systematyczne dążenie do pełnego zrozumienia Rzeczywistość. Przecież dla nas ludzi, ogromna część Rzeczywistości to właśnie egzystencja w społeczeństwie na wszystkich jego szczeblach – od światowego, przez kontynentalny, krajowy, znajomych, aż do rodziny.

Jeżeli wcześniej mówiłem, że głównym zadaniem filozofa jest poznawanie nauki, to chodziło mi o jej aspekt związany ze Wszechświatem. Filozof prawdziwie chcący zrozumieć Rzeczywistość prowadzić będzie bogate życie społeczne i kulturalne. Na pewno nie będzie szukać filozofii wyłącznie w książkach, czy to naukowców czy filozofów. Egzystencja to znacznie więcej – trzeba działać żeby zrozumieć pewne rzeczy. Inaczej się nie da.

U: To bardzo głębokie.

M: Ale też i nie zrozumiane. Wydaje mi się, że stereotypowy obraz filozofa, to słaby fizycznie człowiek, który cały swój czas poświęca na czytaniu dzieł filozofii i spekulatywnych rozważaniach. Przypomina trochę „Myśliciela” Rodena – zastygły w życiowym bezruchu.

Co taki człowiek może zrozumieć prowadząc się w ten sposób? Pozna dyskusje, które toczą filozofowie od wieków – bez konkretów. Zatem nie dowie się wiele o Wszechświecie. Jeśli chodzi o samą jednostkową egzystencję to również niewiele zrozumie – prawie jej nie prowadząc. Zatem na obu tych frontach nie poruszy linii daleko do przodu. Co najgorsze jednak, wielu filozofów jest przy tym przekonanych o własnej mądrości. Sądzą, że zajmowanie się filozofią uczyni ich automatycznie mądrymi. Tak jakby roztrząsanie zagadnień filozoficznych stanowiło cel sam w sobie. To rodzi arogancję. Nie muszę chyba tłumaczyć do jakiej formy człowieka to prowadzi.

Michał Sykutera

Cytat pochodzi z artykułu „Metafizyka i esencjalizm” autorstwa Macieja Sendłaka oraz Tadeusza Szubka, opublikowanego w gazecie „Filozofuj!” (nr. 31). Obrazek wyróżniający jest mojego autorstwa i można znaleźć go tutaj w dużym rozmiarze: Fraktal F2.

Zapraszam do komentowania. Pytania pomocnicze:

  • Czy zgadzasz się z krytyką filozofii przez Myśliciela?
  • Co sądzisz o filozofii tak jak ją rozumie Myśliciel?
  • Co dla ciebie kryje się pod pojęciem „filozofia”?

Dialog o termodynamicznej strzałce czasu

Kiedy przyszedłem właśnie czytał książkę. Nazywała się „Tajemnica czasu”. Kiedy mnie dostrzegł, powitał mnie: „Witaj. Co u ciebie słychać”. Ledwo skończyłem odpowiedź, a on już kontynuował: „Przeczytam ci fragment”. I zaczął czytać.

M: Takiego rozróżnienia nie czyni żadne inne [prawo fizyki] – ani zasady Newtona, które rządzą mechaniką świata, ani spisane przez Maxwella równania elektryczności i magnetyzmu, ani relatywistyczne równania grawitacji Einsteina, ani mechanika kwantowa opracowana przez Heisenberga, Schroedingera i Diraca. Ani nawet sformułowane przez dwudziestowiecznych fizyków równania opisujące cząstki elementarne… Ani jedno z tych równań nie rozróżnia przeszłości i przyszłości. Jeśli dopuszczają one wystąpienie jakiegoś ciągu zdarzeń, to dopuszczają też ten sam ciąg biegnący w tył w czasie. W podstawowych równaniach opisujących wszechświat strzałka czasu pojawia się wyłączenie tam, gdzie jest ciepło [które opisuje termodynamika]. Związek pomiędzy czasem i ciepłem ma więc charakter fundamentalny – ilekroć ujawnia się jakaś różnica pomiędzy przeszłością, a przyszłością, ma w tym udział ciepło.

I dalej:

Całą różnicę między przyszłością a przeszłością można złożyć na karb wyłącznie tego, że w przeszłości entropia wszechświata była niska.

U: Jeżeli się nie mylę to fragmenty te dotyczą termodynamicznej strzałki czasu.

M: Dokładnie tak. Jest to kolejna książka w której autor przedstawia termodynamiczną strzałkę czasu jako pewnik. Uważam, że to nieuzasadnione.

U: Dlaczego?

M: Argument jaki robią fizycy w kwestii termodynamicznej strzałki czasu, jest taki, że w największych teoriach fizyki, nie ma rozróżnienia między kierunkami biegu czasu. Zatem jeżeli weźmiesz mechanikę kwantową albo Ogólną teorię względności to możesz opisywać za ich pomocą Wszechświat w którym czas biegnie z przyszłości w przeszłość. I obliczenia będą poprawne w tym samym stopniu co zakładając upływ czasu w drugim kierunku.

Jedyną wielką teorią fizyki, która rozgranicza przeszłość od przyszłości jest termodynamika. Wnioskują zatem, że to ona stanowić musi źródło kierunku upływu czasu, to jest strzałki czasu.

Nie można zaprzeczyć, że większość modeli w fizyce traktuje oba kierunki czasu w jednakowy sposób. Wynika to po prostu z matematyki. Ale mam wrażenie, że fizycy nazbyt wierzą w swoje teorie. Chyba zapominają, że są one tylko pewnymi modelami świata, a nie dokładnym jego opisem.

U: Co dokładnie masz na myśli?

M: Fizycy konstruują swoje teorie na podstawie obserwacji świata, który zachowuje się w pewien określony, regularny i powtarzalny sposób. Na podstawie obserwacji tych zachowań tworzą jego modele, posługując się matematyką. 

Pamiętać należy jednak, że to tylko modele wynikające z niebezpośredniej obserwacji Rzeczywistości. Zatem fakt, że modele fizyczne nie zawierają w sobie rozróżnienia między kierunkami czasu, nie oznacza, że obydwa są równie dozwolone. Po prostu może to być wynik niedoskonałości modeli.

U: Czy możesz pokazać to na konkretnym przykładzie?

M: Wyobraź sobie program, który generuje kolejne elementy ciągu. Na przykład 1, 3, 5, 7, 9… i tak dalej. Następnie wygenerowane w ten sposób liczby wydrukowane zostają na kartce i przekazane naukowcowi, do analizy. Ten szybko określiłby, że liczby generowane są na podstawie prostego wzoru.

Zauważ, że ten naukowiec nie zna kodu źródłowego programu. On po prostu zna to co produkuje program i na podstawie tego wyciąga wnioski. Nie może mieć zatem całkowitej pewności, że program działa dokładnie tak jak mu się wydaje. Przecież programista piszący program mógłby w nim zaszyć warunek, że po wyprodukowaniu tryliona trylionów liczb, program dalej powinien dodawać dziesięć do kolejnych wartości zamiast poprzedniej wartości. Zatem model działania programu zawsze obarczony jest niepewnością.

Jeśli chodzi o sam wzrost liczb, to naukowiec mógłby zapytać „Dlaczego te liczby rosną, a nie maleją?”. I doszukiwać się powodu dla którego tak jest. Ale program po prostu tak działa. To wynika wprost z jego implementacji. Nie należy się w tym doszukiwać powodu. W ten sposób może być z Wszechświatem.

U: Teraz rozumiem. Sądzisz, że kierunek biegu czasu może wynikać wprost z zachowania Wszechświata i ze względu na to być jedynym możliwym. Fizycy jednak nie znając dokładnie Rzeczywistości sądzą, że należy doszukiwać się kierunku jego biegu w czymś innym.

M: Zgadza się. Nie mam im tego za złe – po prostu nie wiemy jaki jest status kierunku czasu, co wynika z niedoskonałości naszych modeli. Co mi przeszkadza to bezgraniczna wiara w te modele. I pisanie o termodynamicznej strzałce czasu, jakby była pewnikiem, a nie po prostu teorią.

U: Jak jednak wyjaśnisz obserwacje autora cytatu, że termodynamika oraz czas są silnie ze sobą powiązane?

M: Stosunkowo prosto. Termodynamika zajmuje się wielkimi zbiorami atomów. Zbiory te mogą mieć olbrzymie ilości stanów, to jest konfiguracji atomów z których się składają. I wszystkie one są równoważne – nie ma stanów bardziej uzasadnionych lub szczególnych. Ze względu na to, że stanów chaotycznych jest więcej niż uporządkowanych, układy naturalnie dryfują w kierunku tych pierwszych. Po prostu jest dużo bardziej prawdopodobne, że staną się bardziej chaotyczne niż uporządkowane, kiedy zostawić je samym sobie.

Fizycy twierdzą, że strzałka czasu wyłania się właśnie z takiego probabilistycznego widzenia Rzeczywistości. Sądzę, że być może to jest nie prawda, że kierunek czasu jest czymś bardziej pierwotnym, co umożliwia w ogóle zmiany układów termodynamicznych.

U: Czy możesz pokazać to na przykładzie?

M: Wyobraź sobie filiżankę, która zostaje zrzucona ze stołu i roztrzaskuje się o podłogę. Jest naturalne zjawisko. Ale zjawisko odwrotne, to jest filiżanka która składa się w całość i wskakuje na stół to już nie.

U: Znam ten przykład.

M: Rzeczywiście jest to dość znany przykład. Fizyk, który go przedstawił (nazwy książki już nie pamiętam) twierdził, że filiżanki rozbijają się i spadają ze stołu, a nie odwrotnie dlatego, że to byłoby zachowanie zakazane przez prawa termodynamiki. Zatem gdyby nie termodynamika – czas mógłby biec w drugą stronę, a filiżanki wracałyby na stoły.

Dla mnie prawdziwy powód tego, że nie obserwujemy podskakujących i sklejających się filiżanek jest bardziej fundamentalny. Otóż filiżanka nie podskakuje na stół, dlatego, że działa na nią siła grawitacji. Podobnie filiżanka się rozpada, ponieważ działa na nią duża siła (wynikła z uderzenia w podłogę), która rozrywa strukturę porcelany. Jest to przykład na działanie dużo bardziej fundamentalnych praw niż termodynamiczne. Moim zdaniem termodynamika jest tylko pochodną tych praw, jako, że ujmuje statystycznie zbiory obiektów, które rządzą się fundamentalnymi prawami.

Dlatego sądzę, że kierunek czasu może nie wyłaniać się z termodynamicznego ujmowania Rzeczywistości, ale być jego fundamentalną cechą. Jak w programie, który ci opisałem – wówczas Wszechświat byłby tak skonstruowany, że po prostu czas płynąłby w jednym kierunku. Albo jako fundamentalna cecha, która nie wynika z czegoś innego, albo wynik działania fundamentalnych praw.

U: Przekonałeś mnie. Wielokrotnie słyszałem o termodynamicznej strzałce czasu i to ubieranej w takie słowa jakby była faktem. Z tego co jednak mówisz rzeczywiście wynika, że nie jest to sprawa rozwiązana.

M: Cieszy mnie to. To jeszcze raz – co u ciebie słychać?…

Michał Sykutera

Dwa cytaty użyte w dialogu pochodzą z książki „Tajemnica czasu”, której autorem jest Carlo Rovelli. Polecam zarówno autora, jak i samą książkę. Obrazek wyróżniający jest mojego autorstwa. Dostępny jest w dużym rozmiarze tutaj: Fraktal F1.

Zapraszam do komentowania. Pytania pomocnicze:

  • Z którym podejściem się zgadzasz? Fizyków czy Myśliciela?
  • Czy dostrzegasz inne jeszcze źródło pochodzenia strzałki czasu?
  • Czy możliwe jest doskonałe poznanie praw Wszechświata, w tym źródła pochodzenia czasu?