Bzdury mistrza Zen

Bzdury mistrza Zen

. 3 min czytania

Wiele rzeczy w świecie mnie zadziwia. Jedną z nich są myśliciele będący jednocześnie gorliwymi wyznawcami buddyzmu Zen. Rozumiem, że Zen związany jest z pewnym światopoglądem, pewnym specyficznym postrzeganiem świata – przedstawianie go i nauczanie o nim jest w porządku. Na tym przecież polegają wolność słowa i wyznania. Jednak trudno jest mi zaakceptować, że mistrzowie Zen próbują wypowiadać się na wszelkie tematy (nawet te najodleglejsze od ideologii, którą wyznają) zamiast skupić się na tym co rzeczywiście rozumieją. Siedzenie w medytacji nie daje wglądu w np. fizykę atomową albo zasady efektywnej organizacji społeczeństwa. Ostatnio natrafiłem na fragment książki Daisetz Teitaro Suzuki, który kwalifikuje się do grupy tego rodzaju myślicieli:

Wolność jest kolejną ideą nie mającą sensu. Żyję społecznie, w grupie, co ogranicza mnie we wszystkich moich ruchach, zarówno myślowo, jak i fizycznie. Nawet kiedy jestem sam, wcale nie jestem wolny. Kierują mną wszelkie rodzaje impulsów, które nie zawsze są pod moją kontrolą. Pewne bodźce władają mną wbrew mej woli. Dopóty, dopóki żyjemy w tym ograniczającym nas świecie, nigdy nie możemy mówić o byciu wolnym lub czynieniu tego co chcemy. Nawet ta chęć nie jest czymś, co nie jest nasze własne. [...] Wolność jest terminem subiektywnym i nie może być interpretowana obiektywnie. Kiedy tego spróbujemy, zostaniemy z całą pewnością wciągnięci w sprzeczności nie do rozwiązania. Dlatego twierdzę, że mówić o wolności w tym otaczającym nas obiektywnym świecie ograniczeń jest nonsensem.

Fragment ten jest częścią szerszej krytyki zachodniego społeczeństwa. Nasze społeczeństwo oczywiście nie jest idealne, daleki jestem od uznania go za takie ze względu na wiele wad i brzydot, które przejawia. Jednak powyższa krytyka jest poniżej pewnego poziomu. Otóż Suzuki atakuje naszą zachodnią, fundamentalną ideę wolności, określając ją jako fałsz i pomyłkę, ponieważ żyjąc w społeczeństwie stajemy się przedmiotem presji społecznej i konieczności dopasowania się do jego konwenansów i reguł. Biorąc na poważnie tego typu stwierdzenie, wolność dostępna jest tylko dla mieszkańca bezludnej wyspy albo niezamieszkanej groty w himalajskich szczytach. My mieszkańcy Zachodu jesteśmy z tego powodu pozbawieni wolności.

Tego rodzaju pojmowanie wolności uważam za kompletnie nietrafione, ponieważ wolność to nie tylko swoboda, ale też możliwości wyboru. Człowiek na bezludnej wyspie ma pełną swobodę działania – nic nie ogranicza jego ruchów. Jednak fakt, że nie ma ludzi wokół oznacza, że jego możliwości są dalece ograniczone. Ma zatem ostateczną swobodę działania, ale nie może kupić ani książki, ani jedzenia, ani wybrać się do teatru. Nie ma po prostu z czego wybierać i jest kompletnie samotny. Życie takiego człowieka jest wysoce niesatysfakcjonujące.

Weźmy teraz przeciętnego człowieka Zachodu. Rzeczywiście jest poddany presji społecznej, zmuszony jest do pracy zawodowej i zobowiązany do przestrzegania prawa. Jego swoboda zatem jest ograniczona. Jednak może wybierać – ma do dyspozycji niewyczerpaną podaż książek, filmów i wydarzeń kulturalnych. Nie musi poświęcać czasu na samodzielne zdobywanie jedzenia, walkę z drapieżnikami czy budowę dachu nad głową. Słowem ma wiele możliwości i jeżeli jest zdeterminowany, to może prowadzić wysoce satysfakcjonujące życie.

To co tutaj opisuję zapewne jest dla wielu z was oczywiste. Większość z nas czytała w szkole o perypetiach Robinsona Crusoe i zdaje sobie sprawę, że życie na bezludnej wyspie nie jest sielanką. Niestety jednak niektórzy z nas dają złapać się na głupoty wygadywane przez wschodnich mistrzów medytacji, którym wydaje się, że są wybitnymi intelektualistami i wypowiadają opinie o rzeczach, których po prostu nie rozumieją. Myślę, że gdybyśmy mogli poznać ich osobiście okazałoby się, że przeczytali w swoim życiu niewiele książek, mają niewielką wiedzę związaną z nauką i filozofią, a ponadto mają nikłe doświadczenie życia w społeczeństwie. Czy są to ludzie, których rad i krytyki chcemy słuchać? Na zakończenie inny fragment napisany przez Daisetz Teitaro Suzuki, tym razem dotyczący pojęć mechaniki kwantowej:

Kiedy zdarza się, że Zachód uświadamia sobie ten fakt, gdy nie może wyjaśnić pewnych fizycznych zjawisk, wprowadza takie pojęcia jak komplementarność albo zasada nieoznaczoności. Kolejne pojęcia można tworzyć w nieskończoność, nie da się jednak oszukać rzeczywistości.

Zasada nieoznaczoności wynika po prostu z faktu, że dokonanie pomiaru zaburza badany układ. Stąd nie można określić jego stanu w pełni precyzyjnie. Nie ma to związku z naszą niewiedzą – jest po prostu przejawem praw fizyki. Co jednak może na ten temat wiedzieć mistrz medytacji, który nie zna nawet podstawowego formalizmu mechaniki kwantowej?