Pomyślnie zasubskrybowałeś Blog filozoficzny
Wspaniale! Następnie zakończ płatność, aby uzyskać pełny dostęp do Blog filozoficzny
Witamy spowrotem! Logowanie powiodło się.
Success! Your account is fully activated, you now have access to all content.
Success! Your billing info is updated.
Billing info update failed.
Salvador Dali – Chrystus św. Jana od Krzyża

Salvador Dali – Chrystus św. Jana od Krzyża

. 5 min czytania
W 1950 roku miałem kosmiczny sen, w który dostrzegłem ten obraz w kolorze, który w moim śnie reprezentował jądro atomu. To jadro przybrało wkrótce sens metafizyczny; uznałem je za samą jedność Wszechświata, za Chrystusa! Później dzięki ojcowi Bruno, karmelicie, dostrzegłem rysunek Chrystusa ręki św. Jana od Krzyża. Określiłem geometrycznie trójkąt i okrąg, które estetycznie podsumowały wszystkie moje poprzednie eksperymenty. Wpisałem Chrystusa w ten trójkąt.

W ten sposób powstanie dzieła oraz jego znaczenie, opisał jego autor. Czy rozumiecie coś z tego? Gdyby nie to pouczenia malarza, nigdy nie dostrzegł bym w tym obrazie, odniesień do fizyki… a już na pewno nie do fizyki atomowej! Czy wy coś dostrzegacie?… Co to za gra?

Czy jednak każdy obraz musi mieć głębszy sens?… Nie, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest dziełem wybitnego surrealisty. Coś mu przyjdzie do głowy, coś tam się skojarzy albo przyśni (jak możemy przeczytać w cytacie) i pomysł na dzieło gotowy. Brak symboli, nietypowych przedmiotów i postaci, motywów znanych z innych obrazów tego malarza, wskazuje, że to właściwe podejście interpretacyjne.

Salvador Dali – Chrystus św. Jana od Krzyża

Jedyną rzeczą, która mnie intryguje to opisywane przez autora wpisanie Chrystusa w trójkąt, zdaje się równoboczny. Mieszanie się symboliki sakralnej z geometrią, powtarza się w wielu jego pracach z tego okresu. Co to oznacza? Pisałem o tym w interpretacji obrazu Corpus Hypercubus, który również przedstawia Chrystusa. Wniosek do którego doszedłem jest taki, że Dali miał poglądy panteistyczne, podobne do Alberta Einsteina. W tym poglądzie prostota i harmonia praw przyrody, stanowią dowód na istnienie Boga, wyższego ładu. I nie chodzi o katolickiego Boga, który interesuje się ludzkimi sprawami. Dla Einsteina Bóg był tożsamy z prawami Wszechświata. Dobrze oddaje to cytat:

Nie jestem ateistą. Nie wiem czy mogę nazwać siebie panteistą. Problem ten jest zbyt ogromny jak na nasze ograniczone umysły. Czy mogę odpowiedzieć parabolą? Ludzki umysł, nieważne jak dobrze wyćwiczony, nie potrafi zrozumieć Wszechświata. Jesteśmy jak małe dzieci, wchodzące do olbrzymiej biblioteki, których ściany pokryte są książkami w różnych językach, sięgające aż do sufitu. Dziecko wie, że ktoś musiał napisać te książki. Nie wie kto lub co. Nie potrafi zrozumieć języka w którym są napisane. Dziecko dostrzega określony plan w układzie książek, tajemniczy porządek, którego nie rozumie, ale nikle podejrzewa. Tak moim zdaniem wygląda sytuacja ludzkiego umysłu, nawet największego i najbardziej kulturalnego, wobec idei Boga. Widzimy nasz wszechświat fenomenalnie zorganizowany, przestrzegający pewnych praw, ale same prawa rozumiemy tylko mętnie. Nasze ograniczone umysły nie potrafią uchwycić  tajemniczej siły, która kołysze konstelacje gwiazd. Albert Einstein
Chrystus wpisany w trójkąt równoboczny. Pasuje prawie idealnie.

Dzisiaj ten obraz nie wywołuje taki silnych emocji jak kiedyś, ale wówczas był on szokujący. Salvador Dalí znany był jako surrealista, malujący dziwaczne, nowoczesne obrazy. I nagle ten malarz, który jak dotąd jechał na przedzie peletonu postępu malarstwa, zaczął się cofać…. Cofać do malarstwa klasycznego! Nie ma wątpliwości – duże rozmiary płótna, realizm, tematyka sakralna… Dalí zaczął malować jak barokowy malarz Diego Velázquez, jakieś trzysta lat temu!

Ale też nie przesadzajmy. Nie było to pełne cofnięcie się w czasie. Dalí nie przestał być surrealistą. W tym obrazie nie jest to jeszcze tak ewidentne, jak w kolejnych jego obrazach, ale łączył on te dwa prądy – surrealizm i klasycyzm. Dało to mieszankę iście wybuchową! Z jednej strony Dalí przywrócił wspaniałe malarstwo klasyczne, z jego wspaniałą techniką i realizmem. Z drugiej jednak strony, takie malarstwo bywa nudne – tą wadę klasycyzmu Dalí załatał surrealizmem. Tego rodzaju połączenie dało moim zdaniem jedne z najwspanialszych dzieł malarstwa w ogóle.

Diego Velázquez – Chrystus ukrzyżowany

Tym co odróżnia to płótno, od klasycznych odpowiedników jest nietypowe umieszczenie krzyża i wiszącego na nim Chrystusa. Krzyż unosi się w powietrzu, pod dziwnym kątem, który powoduje, że Chrystus spogląda w dół. Sprawia wrażenie jakby miał z niego spaść. Aby móc realistycznie oddać to dziwne ułożenie ciała, Dali ściągnął z Hollywood kaskadera Russella Saundersa, który pozował mu zawieszony z żurawia.

Dali, jak zaznaczył to w cytacie powyżej, zapożyczył tą dziwną pozę Chrystusa ze szkicu autorstwa św. Jana od Krzyża, datowanego na XVI wiek. Św. Jan od Krzyża był katolickim świętym, reformatorem zakonu karmelitów oraz mistykiem.

Szkic ukrzyżowanego Chrystusa ręki św. Jana od Krzyża

Ciekawym szczegółem dotyczącym tego obrazu, o czym wspomniałem już w interpretacji obrazu Corpus Hypercubus, jest, że na obu tych obrazach Chrystus jest dziwacznie wygięty, tak, że uniemożliwia to zobaczenia jego twarzy. O ile mi wiadomo tylko na tych dwóch obrazach Dali namalował dorosłego Chrystusa. Tak jakby unikał namalowania jego twarzy…

Fizyka atomowa, mistyka, geometria, sfera sacrum… wszystko to brzmi górnolotnie. Ale samo powstanie dzieła było związane z prozą życia codziennego. Ze zwykłymi, powszednimi problemami. Otóż Dali kończył ten obraz jesienią 1951 roku w Port Lligat. Było jednak tak zimno, że Gala, żona malarza, zdecydowała nagle, że koniecznie i możliwie szybko należy zainstalować centralne ogrzewanie. Dali przeżywał w tym czasie chwile grozy, ze względu na pył unoszący się powietrzu w związku z remontem. Opisywał to następująco:

Zabraliśmy obraz z mojego studio, do sypialni, tak abym mógł kontynuować malowanie, przykryty białym prześcieradłem, które nie ważyło się dotykać powierzchni pokrytej farbą olejną. Powiedziałem, że nie wierzę abym mógł namalować mojego Chrystusa jeszcze raz, jeżeli przydarzyłby się mu jakiś wypadek. To była prawdziwie uroczysta udręka. W dziesięć dni zainstalowano centralne ogrzewanie i mogłem w końcu dokończyć obraz. Później zabrałem go do Londynu, gdzie pierwszy raz pokazano go publicznie, w galerii Lefevre.

Obraz ten został kilka razy zaatakowany przez oglądających. Co było tego powodem? Czy uznawany był przez chrześcijan za profanację? Jakiekolwiek były powody, w 1961 roku, pewien 22-letni zwiedzający, z zaburzeniami psychicznymi, znacząco uszkodził obraz. Ostrze rozdarło go, a napastnik ściągnął płótno ręką. Całe uszkodzenie miało ok. 2,5 metra długości. Obraz udało się naprawić dzięki żmudnej i drobiazgowej technice zszywania płótna. Innym razem jeden ze zwiedzających, przemycił do galerii wiatrówkę i zaczął strzelać do obrazu. Uszkodzenia były jednak niewielkie. Oto zdjęcia obrazu w związku z prowadzonymi renowacjami:

Michał Sykutera

Pasjonuję się filozofią, ale nie tą ciężką jak hipopotam i toporną jak radziecka ciężarówka. Przeciwnie – tą, która jest przejawem inteligencji, polotu i swobody duchowej wobec spraw najistotniejszych.

Media społecznościowe