Człowiek swobodny

Człowiek swobodny

. 3 min czytania

Ostatnio wróciłem do "Wspomnień polskich" Witolda Gombrowicza. Jest to dość mało znany tom, stanowiący kompilację audycji radiowych, które pisał autor "Ferdydurke" na zamówienie Radia Wolna Europa. Z tego, co wiem, audycje nie zostały wygłoszone w radio. Zachowały się jednak w archiwach, skąd ktoś je po latach odkopał i opublikował we wspomnianym tomie. Całe szczęście! Jest to świetna lektura, do której wracam co jakiś czas.

Pisarz zamieścił w tekście anegdotę, która świetnie ukazuje znaczenie postawy człowieka swobodnego. Otóż Gombrowicz, żyjący wówczas na emigracji w Argentynie, trafił kiedyś na spotkanie organizowane przez Polaków, mające na celu krzewienie polskiej kultury. Sposób, w jaki zostało ono zorganizowane, wyjątkowo nie przypadł mu do gustu. Zanotował w swoim "Dzienniku" następujący passus:

"[...] odśpiewawszy Rotę i odtańczywszy krakowiaka, przystąpiono do wysłuchiwania mówcy, który wysławiał naród, albowiem ‘wydaliśmy Szopena’, albowiem ‘mamy Curie-Skłodowską’ i Wawel oraz Słowackiego, Mickiewicza i, poza tym, byliśmy przedmurzem chrześcijaństwa a Konstytucja Trzeciego Maja była bardzo postępowa… [...] odczuwałem ten obrządek jak z piekła rodem, ta msza narodowa stawała mi się czymś szatańsko szyderczym i złośliwie groteskowym. Gdyż oni, wywyższając Mickiewicza, poniżali siebie – i takim wychwalaniem Szopena wykazywali to właśnie, że nie dorośli do Szopena – a lubując się własną kulturą, obnażali swój prymitywizm.

Geniusze! Do cholery z tymi geniuszami! Miałem ochotę powiedzieć zebranym: – Cóż mnie obchodzi Mickiewicz? Wy jesteście dla mnie ważniejsi od Mickiewicza. I ani ja, ani nikt inny nie będzie sądził narodu polskiego według Mickiewicza lub Szopena, ale wedle tego, co tu, na tej sali, się dzieje i co tu się mówi. Gdybyście nawet byli narodem tak ubogim w wielkość, że największym artystą waszym byłby Tetmajer lub Konopnicka, lecz gdybyście umieli mówić o nich ze swobodą ludzi duchowo wolnych, z umiarem i trzeźwością ludzi dojrzałych, gdyby słowa wasze obejmowały horyzont nie zaścianka, lecz świata … wówczas nawet Tetmajer stałby się wam tytułem do chwały. Ale tak jak rzeczy się mają, Szopen z Mickiewiczem służą wam tylko do uwypuklenia waszej małostkowości – gdyż wy z naiwnością dzieci potrząsacie przed nosem znudzonej zagranicy tymi polonezami po to jedynie, aby wzmocnić nadwątlone poczucie własnej wartości i dodać sobie znaczenia. Jesteście jak biedak, który chwali się, że jego babka miała folwark i mieszkała w Paryżu. Jesteście ubogimi krewnymi świata, którzy usiłują imponować sobie i innym."

Wieść o tej mocnej i dosadnej krytyce polskiego stosunku do kultury narodowej dotarła do Polski. Podchwycił ją Józef Cyrankiewicz, ówczesny wicepremier, który posłużył się wyrwanymi z kontekstu fragmentami do celów propagandowych. W jednym ze swoich wystąpień powiedział:

"Na łamach paryskiej Kultury, która stała się ośrodkiem renegackiej myśli kosmopolitycznej, czytaliśmy niedawno takie oto rozważania na temat wielkich geniuszów polskiej myśli narodowej: ‘Geniusze? Do cholery z tymi geniuszami... Cóż mnie obchodzi Mickiewicz?’ albo: ‘Lubując się własną kulturą, obnażamy nasz prymitywizm...’. Autor tych słów, jeden z owych emigracyjnych tymczasowych Polaków, podchwytuje z zapałem argumenty szowinistów niemieckich, kpiąc sobie z ‘niezupełnie rdzennego Kopernika i półfrancuskiego Szopena’."

Na co Gombrowicz odpowiedział później:

"[…] wsłuchajcie się w ten duet, mój i jego, a ujrzycie astronomiczny dystans dzielący nasze światy. Dlaczego ja mogę mówić, co myślę, dlaczego on musi kłamać, dlaczego ja mam zwykłą twarz ludzką, on zaś urodził się najwidoczniej pod znakiem gęby i mordy, bo mnie i sobie ją przyprawia?... i oto macie go, kurczowe oblicze przed mikrofonami demagoga, polityka, kalkulatora, chytrusa, onże wicepremier fałszujący cytaty na poziomie trzeciorzędnego żurnalisty z brukowej gazety. Dlaczegóż ja taki nie jestem, on taki jest? A dlatego że on jest sługą partii, historii, rządu, teorii, programu - ja zaś jestem zwykłym, prywatnym, swobodnym człowiekiem."

Anegdota ta, wraz z analizą Gombrowicza, kapitalnie pokazuje, czym charakteryzuje się człowiek swobodny. Niestety jednak niewielu jest takich ludzi. Tyle jest w świecie kombinatorstwa, cwaniactwa, żądzy zysku i władzy, zazdrości i zawiści, pomieszania dogmatów i nienawiści, że trudno jest się uchronić i nie utracić swobody, którą natura obdarza nas podczas narodzin. Dlatego też tak często wracam do książek Gombrowicza. Owszem, zostały one napisane przez kapitalnego pisarza i wybitnego intelektualistę. Takich jest wielu. Dla mnie jednak najistotniejsze jest, że zostały napisane przez człowieka swobodnego. To czyni je prawdziwie wyjątkowymi.

Michał Sykutera
[email protected]