Pomyślnie zasubskrybowałeś Blog filozoficzny
Wspaniale! Następnie zakończ płatność, aby uzyskać pełny dostęp do Blog filozoficzny
Witamy spowrotem! Logowanie powiodło się.
Success! Your account is fully activated, you now have access to all content.
Success! Your billing info is updated.
Billing info update failed.
Czy Salvador Dali był szaleńcem?

Czy Salvador Dali był szaleńcem?

. 3 min czytania
Jedyną różnicą między mną a szaleńcem jest taka, że ja nie jestem szalony.
Salvador Dalí

Tak odpowiadał Dalí na zarzuty, że jest szaleńcem. Czy jednak nim był? Nie – jego zachowanie, czasami dziwaczne, czasami prowokujące, było pozą. Był przecież surrealistą, jego prace były niepokojące, dziwaczne, niecodzienne. Gdyby sam był zwykłym, szarym człowiekiem byłby to dziwny dysonans. Zachowywał się zatem tak, że ludzie wątpili w jego zdrowie umysłowe. Ale była w tym też metoda – Dalí skupiał na sobie dzięki temu uwagę mediów. Publiczne okrzyknięcie się geniuszem, było prostym „celebrity stunt” zanim to jeszcze stało się modne.

Najlepszym dowodem na zdrowie umysłowe Salvadora Dalí było jego późniejsze malarstwo – technika, którą posługiwał się malując te obrazy dorównuje dawnym mistrzom. Jeżeli komuś wydaje się, że malowanie w ten sposób jest kwestią zaledwie talentu, to się myli. Wymaga ono wiele nauki, pracy oraz cierpliwości. Bez wątpienia szaleniec nie byłby w stanie sobie z tym poradzić. Dalí powiedział kiedyś:

Jeśli nie macie zamiaru studiować anatomii, sztuki rysunku i perspektywy, matematyki i estetyki oraz nauki o barwach, pozwólcie, że powiem wam, iż jest to bardziej objaw lenistwa niż geniuszu.

Idea, że szaleniec po prostu chwyci za pędzel i wyjdzie spod niego arcydzieło, jest dość absurdalna. Ale jeżeli wziąć pod uwagę, że ten szaleniec, tylko go udaje, to zaczyna to nabierać sensu. Szczególnie, że przysporzył mu tyle rozgłosu.

Salvador Dali

Ale też nie ma co ukrywać – Dalí był ekscentrykiem! Do tego jako multimilioner nie musiał przejmować się niczym. Był też megalomanem i fantastą. Czytałem kiedyś, że pewnego razu przyszła mu do głowy myśl aby pokryć całe Cadaqués olbrzymią siecią rybacką. Zabrało sporo czasu aby mu wyperswadować, że liczące ok. 3 tys mieszkańców miasteczko, o powierzchni ok. 25 km² jest zbyt duże aby to zrobić. Sieć musiałaby być naprawdę gigantyczna.

Irracjonalne podejście, jakby jawa mieszała się ze snem… jakby dziecięce fantasmagorie… swobodna fantazja nie licząca się z Rzeczywistością. Czy to ona była kluczem do jego wspaniałej twórczości? Dalí był jak twórcza maszyna, potrafił wyrazić się w każdej ze sztuk wizualnych, w literaturze. Stale eksperymentował z nowinkami, różnymi stylami, metodami twórczymi, kierunkami. Jaka to przepaść w porównaniu ze współczesnym malarstwem, gdzie malarz wybiera sobie pojedynczy temat i całą swoją karierę na nim jedzie! Spójrzcie na biednego Rothko! Doprawdy Dalí był wart więcej niż cały legion takich pseudoartystów, pozbawionych polotu, fantazji i kreatywności.

Oto trzy anegdoty o Salvadorze Dalím, które przybliżają jego ekscentryczne usposobienie. Pierwsza z nich:

„Nigdy nie czytałem równie jasnego i trafnego opracowania o Picassie!” tymi słowami podobno Christian Zervos, założyciel pisma o sztuce „Cahiers d’art” pochwalił artykuł, który wręczył mu Salvador Dali. Zamówiony tekst dotyczył Picassa, ale… w rzeczywistości był to artykuł dotyczący austriackiego literata Sachera-Masochu, który napisał ktoś inny. Dalí po prostu przepisał go, zamieniając nazwisko pisarza na „Picasso” i podpisując się własnym nazwiskiem. Niczego nie świadomy wydawca wziął artykuł o literacie, za doskonałą analizę twórczości malarza!
*
Innym razem Dalego poproszono o napisanie przedmowy do wznowienia powieści René Crevela, francuskiego pisarza i poety surrealistycznego. Był on dość znany, szczególnie jako główny przedstawiciel surrealizmu w dziedzinie literatury. Dalí zastosował podobny wybieg co poprzednim razem. Czekając w porcie w Hawrze na statek, który miał zabrać go do Stanów Zjednoczonych, wszedł do księgarni i kupił powieść Balzaca pod tytułem „Proboszcz z Tours”. Przepisał przedmowę napisaną przez pewną francuską pisarkę, modyfikując daty i nazwy własne. Nagle tematem tekstu stał się Crevel. Paryski wydawca książki nie połapał się w mistyfikacji, zaakceptował i oddał tekst do druku!
*
Dalí miał chyba jakiś wstręt do wydawców. Powyższe dwie historie świadczą o tym, podobnie jak następna. Pewnego razu Dalí odwiedził niewielką siedzibę jednego z wydawnictw. Kazano mu czekać. Po załatwieniu sprawy Dalí ulotnił się w pośpiechu.
Przez kilka następnych dni cała siedziba wydawnictwa pogrążona była w nieprzyjemnej woni, przypominającej zapach moczu. Nikt nie potrafił zrozumieć skąd mógł wziąć się podobny zapach w tym miejscu. Zorganizowane dochodzenie ostatecznie zlokalizowało źródło przykrego zapachu w stojaku na parasole. Okazało się, że Dalí pozostawiony samemu sobie, kiedy kazano mu czekać, ulżył sobie do niego!
*
Dalí nie znosił nudy. Po wydaniu jego książki „Dali Gali” w jednej z księgarni zorganizowano spotkanie z autorem, na którym miał podpisywać książki. Dalemu nie było to w smak, bo brzmiało konwencjonalnie i nudno. Zażyczył sobie zatem, żeby zainstalowano tam aparat EKG. Podłączony do niego, rozdawał autografy. Jako dowód swoich emocji wręczał czytelnikom urywki wyników tego aparatu… Każdy zatem opuszczał budynek z podpisaną książką pod pachą i kawałkiem zapisu pracy serca, tego wybitnego artysty, który miał świadczyć o wielkich emocjach związanych ze spotkaniem swoich fanów.

Michał Sykutera

Pasjonuję się filozofią, ale nie tą ciężką jak hipopotam i toporną jak radziecka ciężarówka. Przeciwnie – tą, która jest przejawem inteligencji, polotu i swobody duchowej wobec spraw najistotniejszych.

Media społecznościowe