Pomyślnie zasubskrybowałeś Blog filozoficzny
Wspaniale! Następnie zakończ płatność, aby uzyskać pełny dostęp do Blog filozoficzny
Witamy spowrotem! Logowanie powiodło się.
Success! Your account is fully activated, you now have access to all content.
Success! Your billing info is updated.
Billing info update failed.
Egoizm na arenie międzynarodowej

Egoizm na arenie międzynarodowej

. 3 min czytania

Skończyłem właśnie lekturę "Chama niezbuntowanego" Ziemkiewicza. Autor opisuje Rzeczpospolitą Obojga Narodów jako protoplastę dzisiejszej Unii Europejskiej, poprzedzającą ją o kilkaset lat. Obie te organizacje powstały nie poprzez użycie przemocy i przymusu, ale pokojowo, poprzez zawiązywanie sojuszy. W tym Ziemkiewicz dopatruje się niechybnego końca Unii Europejskiej, która podzielić ma los swojej poprzedniczki. Tłumaczy to w następujący sposób:

"Rzeczpospolita nie zdobyła się nigdy na to, by kogokolwiek do posłuchu i solidarności przymusić. Wątpliwe, czy w ogóle mogła. Sąsiedzi mogli, bo wierność dynastii, a z czasem narodowej wspólności, była siłą umożliwiającą państwu sięganie po przemoc wobec jednostek czy mniejszości niechcących się podporządkować dobrowolnie. Natomiast ideologia sarmacka absolutum dominium stanowczo odrzucała. Tolerancja i różnorodność były spoiwem wystarczającym, by jednoczyć w czerpaniu korzyści, ale za słabym, by skłaniać do wspólnego inwestowania i ponoszenia kosztów. […] Unia budowana wokół związku francusko-niemieckiego, z grubsza tak samo jak ta budowana przed wiekami wokół związku Polski z Litwą, świetnie się zapowiadała w czasach prosperity. Ale wystarczy jakiekolwiek zagrożenie – załamanie gospodarcze, kryzys migracyjny, epidemia nowej odmiany grypy, by z dnia na dzień pojawiły się zagrażające całej konstrukcji rysy."

Ciekawa myśl, ale przy tym bardzo cyniczna. Zakłada, że rządy państw są w pełni egoistyczne i jedyne, co widzą, to własny interes. Współpracują tylko wówczas, kiedy może im to przynieść korzyść. Daleki jestem od marzycielstwa w sferze polityki. Wiem, że każdy przywódca dba przede wszystkim o interes instytucji, którą reprezentuje. Myśl ta jednak jest nazbyt cyniczna. To samolubstwo istnieje, ale nie jest całkowite. Ziemkiewicz zatem przesadza.

Egoizm jest przereklamowany w polityce. Państwo nie może zagwarantować dobrobytu swoim obywatelom na własną rękę. To wymaga przede wszystkim dobrych relacji z sąsiadami, stabilnego klimatu, światowego i regionalnego pokoju, wolnego transferu kapitału i technologii. Te z kolei osiągnąć można, tylko współpracując z innymi krajami i to nie tylko w dobrych czasach. Przesadnie egoistyczne podążanie za własnym interesem, powoduje izolację na arenie międzynarodowej. I to na pewno nie służy dobrobytowi populacji państwa, które prowadzi w ten sposób politykę.

Dlatego też uważam, że sfera polityki nie powinna być wyłącznie cyniczną grą egoistycznych interesów; brutalnym przeciąganiem liny między państwami. Powinna raczej być sferą współpracy, dobrej woli, braku podziałów i wspólnego radzenia sobie z problemami. Tylko w ten sposób możemy wspólnie zmierzyć się z globalnym ociepleniem, pandemią koronawirusa, zagwarantować pokój i ogólny dobrobyt.

Przypomina mi to opowiastkę, którą kiedyś słyszałem… nie pamiętam już gdzie. Statek na oceanie natrafia na silny sztorm. Załoga jednak nie rzuca się na pokład, aby robić wszystko, co się da w obronie własnej i okrętu, ale schodzi pod pokład… Każdy podbiega do własnego kufra i chroni prywatny dobytek. Sztorm szaleje dalej, nikt mu nie przeciwdziała, co oczywiście prowadzi do zniszczenia statku i śmierci całej załogi.

Donald Trump prowadzi tego rodzaju egoistyczna politykę. Wydaje mu się, że zrywając porozumienia międzynarodowe i arbitralnie nakładając sankcje gospodarcze, sprzyja interesowi Stanów Zjednoczonych. Być może tak jest – ale na pewno tylko w krótkim okresie. Zerwanie „Porozumienia Paryskiego” może sprzyjać gospodarce USA w ciągu kilkunastu najbliższych lat. Ucierpi ona jednak znacznie więcej w ciągu pięćdziesiąt lat i więcej ze względu na postępujące globalne ocieplenie, któremu to porozumienie miało zapobiegać. Podobnie ma się sprawa z zerwaniem porozumienia z Iranem w kwestii ich działań związanych z rozwojem technologii nuklearnej. Zapewne sprzyja to krótkotrwałym interesom USA, ale w długiej perspektywie sprawi, że świat będzie mniej bezpiecznym miejscem - kolejny kraj będzie w posiadaniu broni nuklearnej i to w tak niestabilnym obszarze jak Bliski Wschód.

Stany Zjednoczone jako światowe mocarstwo stać na to, aby izolować się na arenie międzynarodowej. Prędzej czy później jednak przyjdzie ich populacji za to słono zapłacić.

Michał Sykutera

Pasjonuję się filozofią, ale nie tą ciężką jak hipopotam i toporną jak radziecka ciężarówka. Przeciwnie – tą, która jest przejawem inteligencji, polotu i swobody duchowej wobec spraw najistotniejszych.

Media społecznościowe