Michel Houellebecq – Cząstki elementarne

Michel Houellebecq – Cząstki elementarne

. 10 min czytania

“Cząstki elementarne” to druga książka Michela Houellebecqa, jaką przeczytałem. Analiza "Serotoniny" pojawiła się na blogu kilka miesięcy temu. Obie mają wiele ze sobą wspólnego, jednak “Cząstki elementarne” są bardziej złożone – mają więcej wątków i bardziej skomplikowaną fabułę. Nie jest to miejsce, aby przeanalizować całość. Ograniczę się dlatego do najistotniejszych idei, jakie Houellebecq prezentuje w swojej książce.

Dodać muszę, że Houellebecq jest świetnym pisarzem. To co pisze jest odważne, mądre i interesujące, ale też – co bardzo ważne – wiarygodne. Niektóre książki są sztywne, sprawiają wrażenie nieautentycznych, tak jakby pisarz nie do końca rozumiał to, o czym pisze. Książki Houellebecqa, które jak dotąd czytałem, nie mają tego problemu. To pozwala się prawdziwie w nie zaangażować.

Przestrzec muszę jednak, że Houellebecq uprawia turpizm i to miejscami doprowadzony do ekstremum. Nie należę do osób szczególnie wrażliwych, jednak nazbyt długa lektura “Cząstek elementarnych” męczyła mnie. Brzydota jest akceptowalna tylko w ograniczonej ilości, jej nadmiar jest trudny do zniesienia.

Michel Houellebecq

Ślepa uliczka indywidualizmu

Większa część książki poświęcona jest temu, z czego znany jest Houellebecq – z pesymistycznej wizji społeczeństwa Zachodu. Według autora głównym problemem Zachodu jest postępujący indywidualizm, przejawiający się zanikiem wartościowych relacji między ludźmi. Książka ma dwóch bohaterów, braci Brunona oraz Michela. Oboje są ludźmi samotnymi. Nie mają partnerek, żadnych przyjaciół. Pochodzą z rozbitej rodziny, w której rodzice kompletnie się nimi nie przejmowali. Nie utrzymują kontaktu z resztą rodziny. Stanowią “cząstki elementarne”, które nie tworzą wiązań z innymi cząstkami. Dryfują w pustce, miotając się.

Michel jest badaczem i nauka stanowi dla niego ucieczkę od nieszczęśliwego życia. Jest utalentowany, wysoce wykształcony i ambitny, a jednak odczuwa pustkę emocjonalną, postrzega własne życie jako porażkę. Jego odczuwanie jest stłumione, a on sam samotny i wycofany. Jego brat Brunon, przyjął z kolei inną strategię radzenia sobie z życiem – jest hedonistą, co objawia się u niego w postaci obsesji na punkcie seksu. W gruncie rzeczy do niego sprowadzają się wszystkie jego nadzieje i marzenia. Jednak jego niedostosowanie społeczne sprawia, że większość działań w tym kierunku kończy się fiaskiem.

Houellebecq pokazując żywot braci, jest do bólu szczery. Nie owija w bawełnę, nie upiększa, a wręcz szuka sposobów na to, aby ich perypetie wydawały się jeszcze bardziej obleśne, jeszcze bardziej żenujące. Dlaczego? Co chce tym osiągnąć? Sądzę, że autor stawia w ten sposób znak STOP, że jest to jego sposób na pokazanie do czego prowadzi skrajny indywidualizm, szerzący się na Zachodzie. Będąc brutalnie szczerym, chce zdyskredytować indywidualizm, o którym pisze: “pojęcie to całkiem już się zdewaluowało i wszyscy przyznają w skrytości ducha, że nie może ono w żadnym wypadku stanowić podstawy rozwoju ludzkiego”. W innym miejscu z kolei nadmienia, że “tendencja do atomizacji społeczeństwa, dokładnie opisana przez socjologów i analityków, jest czymś potwornym."

Widać to również po tym jak ciepło Houellebecq wyraża się o serdecznych, bliskich kontaktach międzyludzkich. W buddyzmie występuje metafora lotosu, pięknej rośliny, która wyrasta na bagnie. Podobnie autor “Cząstek elementarnych” uprawia turpizm przez większą część książki, po czym pozwala sobie na następujący fragment:

Wbrew barbarzyństwu natury istoty ludzkie potrafią czasem (rzadko) stworzyć małe miejsca, opromienione miłością i ciepłem. Małe przestrzenie – zamknięte, strzeżone, gdzie królują intersubiektywność i miłość. [...] Ta kobieta miała okrutne dzieciństwo, od siódmego roku życia musiała pracować w gospodarstwie, wśród zachowujących się jak zwierzęta alkoholików. Jej młodość trwała zbyt krótko i nie pozostawiała jej żadnych wspomnień. Po śmierci męża pracowała w fabryce, równocześnie wychowując czworo dzieci; w środku zimy chodziła na podwórze po wodę do mycia dla całej rodziny. W wieku ponad sześćdziesięciu lat, zaraz po przejściu na emeryturę, zgodziła się znowu zająć małym dzieckiem – synem jej syna. Niczego mu nie brakował – ani czystych ubrań, ani smacznych niedzielnych obiadów, ani miłości. Tego wszystkiego dokonała w swoim życiu. Analiza rodzaju ludzkiego, nawet niewyczerpująca, musi uwzględniać tego typu zjawiska. Ujmują rzecz w kategoriach historycznych, tacy ludzie istnieli. Ludzie, którzy pracowali całe życie, i to pracowali ciężko, kierowani wyłącznie uczuciem poświęcenia i miłości, którzy dosłownie oddali życie innym w duchu poświęcenia i miłości, nie mając wcale wrażenia, że się poświęcają; którzy nie wyobrażali sobie życia jako czegoś innego niż właśnie oddanie życia innym w duchu poświęcenia i miłości. W rzeczywistości te ludzkie istoty to przeważnie kobiety.

Wielu sądzi, że Houellebecq przedstawiając społeczeństwo hołdujące indywidualizmowi w turpistyczny sposób, sam mu hołduje albo jest kompletnym cynikiem i nihilistą. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Houellebecq zwalcza indywidualizm, nie używając argumentów, ale odwołując się do odczuwania estetyki. Chce po prostu go obrzydzić.

Co chce tym osiągnąć? Sądzę, że pisarz przeciwstawia się indywidualizmowi jako jego ofiara. Bohater książki Michel, został oddany przez rodziców na wychowanie do babci. Powodem był po prostu brak chęci z ich strony na zajmowanie się dzieckiem, mimo, że jako bogaci ludzie dysponowali na to zasobami i czasem wolnym. Otóż to samo stało się z samym Houellebecqiem. Zbieżność imienia bohatera i autora książki nie jest zatem przypadkowa. Zapewne niektóre inne traumy i porażki, które książkowy Michel doznaje, również odnoszą się do pisarza.

Transhumanizm jako remedium na cierpienie

W pewnym momencie książki następuje dziwny zwrot akcji. Jak dotąd realistyczna fabuła nagle staje się lekko fantastyczna. Otóż obaj – Brunon i Michel znajdują przypadkiem wspaniałe kobiety. Jeśli chodzi o Michela była to jego dawna miłość, z którą na nowo stworzył kochający związek. Brunon z kolei znalazł kobietę, która nie tylko okazała się być wobec niego wyrozumiała, ale podobnie jak on, cierpi na seksoholizm. Razem uczestniczą regularnie w wyuzdanych orgiach. Oboje po latach cierpień i beznadziei, osiągają szczęście.

Jednak równie szybko jak to szczęście do nich przychodzi, równie szybko ich opuszcza. I obie kobiety najpierw poważnie chorują, po czym wkrótce umierają. Zupełnie niezależnie – wybitny zbieg okoliczności. Od tego momentu książka staje się eksploracją kolejnej idei.

Geniusz Buddy polegał na tym, że zidentyfikował ostateczne problemy ludzkiej egzystencji – starość, choroby i śmierć – oraz stworzył system myślowy, mający w zamierzeniu je przezwyciężyć. Rozwiązaniem Buddy była systematyczna praca nad umysłem oraz życie zgodne z zasadami etyki. System ten ma na celu niwelowanie przywiązania, co z kolei ogranicza brak satysfakcji z życia oraz redukuje cierpienia związane ze starością, chorobami i śmiercią. Houellebecq powołuje się na Buddę, pisząc: “podstawą myśli Buddy było uświadomienie sobie istnienia trzech przeszkód, jakimi są starość, choroba i śmierć, i że Najszlachetniejszy tego świata, gdyby oddał się medytacji, z pewnością nie odrzuciłby a priori rozwiązania czysto technicznego.”

Rozwiązanie techniczne, o którym mowa, polega na stworzeniu istot na podstawie ludzkiego kodu genetycznego, a zatem podobnych do ludzi. Istniałaby jednak zasadnicza różnica – istoty te nie rozmnażałyby się płciowo, ale z próbówki, i żyły wiecznie. W ten sposób fundamentalne problemy egzystencji, które zidentyfikował Budda, zostałyby wyplenione. Choroby, starość i śmierć przeszłyby do historii.

Idea ta stanowi połączenie elementów doktryny buddyjskiej z filozofią nadczłowieka stworzoną przez Fryderyka Nietzschego. Odwołanie do Buddy występuje bezpośrednio w tekście. Nietzsche nie zostaje wymieniony, ale wskazuje na niego choćby ten fragment:

Poza planem ściśle historycznym ambicją tej książki jest oddać cześć nieszczęsnemu i odważnemu gatunkowi, który nas stworzył. Ów gatunek, cierpiący i nikczemny, niewiele różniący się od małpy, nosił przecież w sobie tyle szlachetnych aspiracji. Ten gatunek, umęczony, pełen sprzeczności, indywidualistyczny i kłótliwy, o nieograniczonym egoizmie, zdolny czasami do wybuchów niesłychanej przemocy i agresji nigdy nie przestał wierzyć w dobro i miłość. Ten gatunek, który po raz pierwszy, odkąd świat istnieje, potrafił zmierzyć się z możliwością przekroczenia samego siebie; i który, kilka lat później, potrafił wprowadzić tę ideę w czyn.

Czytając ten fragment, naturalnie przychodzi na myśl nietzscheański Zaratustra, który przecież uważał, że “człowiek jest czymś, co pokonanym być powinno” oraz porównywał człowieka do małpy, domagając się nowej istoty – nadczłowieka. Oczywiście należy doszukiwać się tutaj również wpływów transhumanizmu, to jest nurtu, który nawołuje do ulepszania człowieka przy pomocy technologii.

New Age jako próba przezwyciężenia modernistycznych tendencji

Ogólnie rzecz biorąc Houellebecq wyśmiewa ruch New Age jako groteskowy i pseudointelektualny. Komizm wokół tego ruchu buduje, wysyłając jednego z bohaterów, który jest wysoce inteligentny, ale też zupełnie cyniczny, aby uczestniczył w różnego rodzaju zajęciach związanych z ruchem New Age. Miejscami generuje to bardzo zabawne sceny.

Groteskowe czy nie, wygląda na to, że niektórych ludzi pociąga New Age. Według autora, powodem jest próba przezwyciężenia postępujących tendencji modernistycznych. Wszelkie elementy irracjonalne, zostają wyzute przez naukę – ruch ten z kolei odwołuje się do wszelkiego rodzaju tradycji mistycznych. Tradycyjna religia jest coraz słabsza – ruch z kolei odwołuje się do wielu dawnych oraz egzotycznych religii. Automatyzacja i urbanizacja postępują z każdym dniem, rodząc poczucie odseparowania od natury – ruch odwołuje się do ekologii i zaleca kontakt z naturą. Nawet jeżeli ruch ten stanowi luźny zlepek różnego rodzaju fałszywych ideologii, znajduje on zwolenników - którzy szukają ukojenia, a on pozwala im się lepiej odnaleźć w świecie. Houellebecq opisuje to następująco:

[...] pochodzącą z różnych źródeł i zawierającą mglistą treść ideologię, jaka pojawiła się w ostatnim ćwierćwieczu XX wieku pod nazwą New Age. Jako pierwszy w tym czasie umiał dostrzec, że jeśli pominąć mnóstwo przestarzałych znoszących się nawzajem i śmiesznych przesądów, z jakich składa się na pozór New Age, stanowi ona odpowiedź na prawdziwe cierpienie wywołane psychologiczny, ontologicznym i społecznym rozkładem człowieka. Wychodząc poza godną pogardy mieszaninę zasad ekologii, zainteresowania dla różnorakich myśli tradycyjnych i dla sacrum odziedziczonego po jego związkach z ruchem hipisowskim oraz ideologią Esalen, New Age wyrażał rzeczywistą chęć zerwania z XX wiekiem, jego immoralizmem, indywidualizmem, tendencjami liberalnymi i antyspołecznymi; świadczył o pełnej lęku świadomości, że żadne społeczeństwo nie może funkcjonować bez scalającej je osi, którą jest religia; był więc potężnym nawoływaniem do zmiany paradygmatu.

Działalność seryjnych morderców jako logiczna konkluzja indywidualizmu

Indywidualizm stanowi nakierowanie się jednostki na samą siebie. Podniesienie własnej egzystencji do rangi zjawiska najistotniejszego oraz intensywne skupienie się na niej. Oczywiście wiąże się z tym ograniczenie tendencji kolektywistycznych, co powoduje rozluźnienie lub zanik więzi społecznych. Metoda walki z indywidualizmem Houellebecqa polega na pokazaniu jego ekstremów i w ten sposób zdemaskowaniem zagrożeń, niemoralności i brzydoty, która się z nim wiąże.

Jedną z logicznych konsekwencji rozwoju indywidualizmu jest rozpowszechnienie hedonizmu egoistycznego, czyli dążenia wyłącznie do własnej przyjemności. Houellebecq zauważa, że psychopatyczni seryjni mordercy są właśnie indywidualistami, hołdującymi hedonizmowi egoistycznemu, w czym podobni są do wielu mieszkańców Zachodu. Główną różnicą jest, że seryjny morderca nie ma żadnego hamulca, jeśli chodzi o przyjemności. Jeżeli uzna, że brutalne morderstwo dziecka sprawi mu dużą przyjemność, to wprowadzi to w czyn. Houellebecq zauważa, że jest to zgodne z hedonizmem egoistycznym – liczy się dla niego przecież wyłącznie własna przyjemność, a reszta jest nieistotna. Jeżeli przeciętny mieszkaniec Zachodu nie zachowuje się w ten sposób, to nie ze względu na ideologię, którą wyznaje, ale po prostu zakorzeniony hamulec, granicę poza, którą się nie posunie. Autor opisuje to następująco:

[...] gwałtowny przewrót, jaki nastąpił w cywilizacji zachodniej po 1945 roku, nie był niczym innym, jak powrotem do kultu brutalnej siły, odwróceniem się od odwiecznych reguł ustanawianych stopniowo w imię moralności i prawa. Wiedeńskich akcjonistów, beatników, hipisów i seryjnych morderców łączyło tyle, że wszyscy byli libertyńskimi integrystami, że głosili absolutną zgodę na respektowanie praw jednostki, a nie norm społecznych; sprzeciwiali się wszelkiej hipokryzji, na którą składały się, według nich: moralność, uczucie, sprawiedliwość i litość. Według tego rozumowania przypadek Charlesa Mansona nie był jakąś monstrualną dewiacją ruchu hipisowskiego, lecz jego logiczną konsekwencją.

Nowy wspaniały świat jako raj człowieka Zachodu

Houellbecq rysuje w “Cząstkach elementarnych” obraz społeczeństwa, które uciekło starości, chorobom i śmierci. Nie podaje on szczegółów funkcjonowania takiego społeczeństwa, a raczej drogę prowadzącą do jego powstania. Zatem nie jest to opis utopi, jak w “Nowym wspaniałym świecie” Huxleya albo “My” Zamiatina, ale tylko zarys.

Jeden z rozdziałów przeznaczony jest dyskusji osnutej wokół “Nowego wspaniałego świata”. Dla przypomnienia jest to utopia, w której ludzie hodowani są w zakładach, do tego przeznaczonych. Pojęcia takie jak “matka”, “ojciec” czy “syn” stanowią tabu i anachronizm, podobnie jak związek i małżeństwo. Jest to świat w pełni wyzwolony seksualnie, w którym wszelkie objawy smutku są natychmiast łagodzone “somą” - pewnego rodzaju lekiem antydepresyjnym i narkotykiem. Jest to świat, w którym nadrzędnym celem jest szczęście, rozumiane jako duża ilość przyjemności i niewiele cierpienia - w którym społeczeństwo jest zorganizowane odgórnie i racjonalnie w celu jego osiągnięcia.

Na ogół utopie są odrzucane przez czytelników jako niezgodne z naturą ludzką. Autor jednak uważa, że to hipokryzja:

Społeczeństwo bezustannie usiłuje zbliżyć się do tego modelu. Spójrz, coraz dokładniejsza prokreacja, która wcześniej czy później doprowadzi do całkowitego oddzielenia jej od seksu i do reprodukcji rodzaju ludzkiego w laboratorium, w warunkach gwarantujących absolutne bezpieczeństwo i wysoką jakość genetyczną. W konsekwencji zupełny zanik stosunków w obrębie rodziny, pojęć ojcostwa i pokrewieństwa. Eliminacja, dzięki postępom w przemyśle farmaceutycznym, różnicy wieku w różnych fazach życia. W świecie opisanym przez Huxleya sześćdziesięcioletni mężczyźni mają te same zajęcia, ten sam wygląd fizyczny, te same pragnienia, co młody dwudziestoletni człowiek. Potem, kiedy nie można już walczyć z procesem starzenia, odchodzi się dzięki eutanazji z własnej woli; bardzo dyskretnie, bardzo szybko, bez tragedii. [...] Wiem dobrze, że zazwyczaj opisuje się świat przedstawiony przez Huxleya jako totalitarny koszmar, że usiłuje się przykleić książce etykietkę ciętej krytyki; to czysta i ewidentna hipokryzja. Pod każdym względem - kontroli genetycznej, wolności seksualnej, walki ze starością, cywilizacji rozrywki – Brave New World jest dla nas raj, stanowi taki właśnie świat, do jakiego próbujemy bezskutecznie dążyć.

W utopii opisanej w “Nowym wspaniałym świecie” jest jeszcze inny aspekt, który znacząco odbiega od obecnego społeczeństwa. Otóż jest to świat podzielony na sztywne kasty, w którym mobilność społeczna została wyeliminowana. Dzieci są “produkowane” w taki sposób, aby jak najlepiej spełniały swoją rolę społeczną. Płody przyszłych obywateli kast niższych są zatem chemicznie upośledzane, tak aby przyszły człowiek był mniej inteligentny i gorzej zbudowany, a zatem lepiej dopasowany do powierzonej mu przez planistów roli robotnika albo służącego. Następnie jako dzieci są warunkowane do właściwego zachowania odpowiadającej im kaście. Jednak zdaniem Houellebecqa kwestia ta się zdezaktualizowała:

Obecnie tylko jedno narusza nieco nasz system wartości głoszący równość - a dokładniej merytokrację - a mianowicie podział społeczeństwa na kasty, przydzielone do różnych prac w zależności od ich natury genetycznej; lecz pod tym jedynym względem Huxley okazał się złym prorokiem; właśnie ten jedyny aspekt, wraz z rozwojem robotyzacji i mechanizacji, stał się bezużyteczny.
Michał Sykutera
[email protected]

Michał Sykutera

Pasjonuję się filozofią, ale nie tą ciężką i toporną jak radziecka ciężarówka. Przeciwnie – tą, która jest przejawem inteligencji, polotu i swobody duchowej wobec spraw najistotniejszych.

więcej o mnie

Cytat

Media społecznościowe