Pomyślnie zasubskrybowałeś Blog filozoficzny
Wspaniale! Następnie zakończ płatność, aby uzyskać pełny dostęp do Blog filozoficzny
Witamy spowrotem! Logowanie powiodło się.
Success! Your account is fully activated, you now have access to all content.
Success! Your billing info is updated.
Billing info update failed.
Michel Houellebecq – Serotonina

Michel Houellebecq – Serotonina

. 4 min czytania

O książce tej słyszałem dużo już ponad rok temu, kiedy została wydana. Pamiętam, że było o niej głośno. Recenzenci podkreślali, że jest to książka pesymistyczna i nihilistyczna; że trzeba uważać, bo skłonić może do samobójstwa. Ostatnio przypadkiem wpadła mi w ręce.

Moje wnioski z lektury są odmienne od tych, które czytałem u recenzentów. Celem autora było bez wątpienia ukazanie brzydoty współczesnej cywilizacji zachodu. Houellebecq ukazuje ludzi, którzy się miotają, nie wiedzą co z sobą zrobić, trapionych depresją, zaburzeniami psychicznymi, frustracjami, nadużywającymi alkoholu i leków. Ludzi tracących poczucie wstydu, moralności, przyzwoitości i dobrego smaku. Tak na przykład scharakteryzowany został główny bohater książki:

„Zachodni mężczyzna w kwiecie wieku, bez większych trosk finansowych przez najbliższych kilka lat, bez bliskich czy przyjaciół, pozbawiony zarówno osobistych planów, jak i rzeczywistych zainteresowań, głęboko rozczarowany dotychczasowym życiem zawodowym, mający za sobą sporo różnych doświadczeń na polu uczuciowym, których jednym punktem wspólnym był fakt, że się skończyły – w sumie pozbawiony jakiejkolwiek racji życia i racji śmierci.”

W tej ciemności dostrzegłem jednak światło. Owszem bohater książki jest samotny i ma depresję, jest sfrustrowany i znużony życiem. Jest jednak niezależny finansowo. Wolny – może rozporządzać swoją osobą w stu procentach. Jeżeli zatem wpadł w przepaść to nie dlatego, że zachodnia cywilizacja jest upiorna, ale po prostu nie potrafi się w niej odnaleźć. Człowiek ten wyzwolony został z ciężkiej, fizycznej pracy, którą przywaleni przez całe życie byli jego przodkowie przez dziesiątki stuleci. On wyrwał się z okowów pracy syzyfowej i uzyskał wolność… A ta strąciła go w przepaść smutku, zniechęcenia i nudy.

Zatem w tej historii nie dopatrywałbym się dowodu na nihilizm  i bankructwo naszej cywilizacji. Nie – ta daje nam czas wolny i wspaniałe możliwości rozwoju. Bankructwa doszukiwałbym się raczej w braku zdolności zachodniego człowieka do skorzystania z okazji, które są mu dostępne.

Wyobrażam sobie samego siebie w roli bohatera tej książki. Niedawno odziedziczyłem blisko milion euro. Dane jest mi wiele lat niezależności finansowej. Nareszcie mogę robić to, co chcę, bez uwzględniania konieczności zarobkowania. Tyle jest rzeczy, którymi chciałbym się zająć w pełni, a nie na pół gwizdka! Tyle wspaniałych możliwości do wykorzystania! I tutaj dopatruję się wielkiego morału tej książki, chociaż być może autor nie miał go na myśli. Czym różnię się od bohatera książki? Tym, że ja wiele inwestuję w rozwój wewnętrzny – mam szereg zainteresowań, pasji, potrzeb duchowych. Dzięki temu, kiedy moje życie zewnętrzne zbankrutuje, ja sam nie stanę się bankrutem. Bohater książki, zdaje się, inwestował wszystkie wysiłki w sprawy zewnętrzne. Kiedy jego inwestycje szlag trafił, został na lodzie. Kompletnie goły i nieporadny.

Morał ten jest jedną z niewielu spraw, co do których zgadzali się filozofowie w ciągu wieków – że opłaca się inwestować w swoje życie wewnętrzne. Ma to wartość samą w sobie, ale też stanowi świetne zabezpieczenie na wypadek katastrof w życiu codziennym. Weźmy na przykład mężczyznę, którego wszystkie wysiłki zmierzają do tego, aby zadbać o swoją rodzinę. To szlachetne, ale co w przypadku, kiedy małżeństwo mu się rozsypie, mimo jego najlepszych starań? Stawiając wszystko na jedną kartę, można łatwo zostać bankrutem. Jeżeli jednak ten sam człowiek wypracuje sobie zainteresowania i będzie miał pasje niezależne od wszystkiego, stanie się mniej zależny od życiowych katastrof, które czają się niespodziewane w przyszłości.

Schopenhauer w swoich „Aforyzmach o mądrości życia” zauważył:

„Ponieważ wszystko, co dla człowieka istnieje i co mu się przydarza, zachodzi i istnieje bezpośrednio zawsze tylko w jego świadomości, zatem najistotniejsze jest, rzecz jasna, jaka jest ta świadomość, i od niej zwykle więcej zależy niż od kształtów, które znajdują wyraz w świadomości. Odbicie, jakie w świadomości bezmyślnego durnia znajdują wszelkie wspaniałości i rozkosze, jest niezmiernie ubogie w porównaniu ze świadomością Cervantesa, gdy wśród niewygód więziennych pisał Don Kichota.”

O tym głownie myślałem, czytając „Serotoninę”. Zdaje sobie jednak sprawę, że ten morał nie jest panaceum na wszystkie problemy. Stoicka idea kompletnej niezależności od czynników zewnętrznych jest nieludzka – pasuje bardziej do robota niż człowieka, istoty pełnej uczuć, sprzeczności, przejmującej się ludźmi i światem wokół.

Inną kwestią jest, że zwielokrotnienie możliwości i okazji w dzisiejszym świecie, koniecznie niesie za sobą przyrost dróg niewłaściwych – w tym tych prowadzących w otchłań. Życie naszych przodków było na ogół dużo łatwiejsze. Ich żywot był najczęściej ustalony w dniu narodzin. Życie obecnie jest trudniejsze, szybko się zmienia i wymaga więcej – stąd statystycznie większe grono ludzi się gubi, natrafia na ślepe uliczki. Na to niestety nie ma łatwego panaceum. Bohater, którego wymyślił Houellebecq jest właśnie takim nieszczęśnikiem, który źle spożytkował błogosławieństwa wolności, które otrzymał od losu. W jego historii dostrzegam przede wszystkim przestrogę, aby nie popełnić tego samego błędu.

W pewnym momencie bohater podejmuje refleksję nad swoim życiem i mówi:

„[…] lata studenckie to jedyny szczęśliwy okres w życiu, kiedy przyszłość stoi otworem i wszystko zdaje się możliwe, natomiast życie dorosłe, praca zawodowa to powolne i stopniowe zapadanie się.”

W jego przypadku to być może prawda, ale przecież nie musi tak być! I nawigować można życiem tak, aby tuż po studiach nie stało się ono regresem zmierzającym wprost ku mieliźnie starości i śmierci. To kwestia wyboru.

Patrzcie na tą brzydotę, patrzcie na to bankructwo – zdaje się mówić Houellebecq – i wybierajcie inaczej!