O niezależnym myśleniu

O niezależnym myśleniu

. 5 min czytania

„Filozofia to wspaniały nurt. Jednak uważaj, bo dla większości będziesz odmieńcem i wariatem, dlatego, że myślisz nie szablonowo i niezależnie. Nie przejmuj się tym.” Tak ostatnio napisał do mnie jeden z czytelników. Nie jest to oczywiście nowa myśl, już przecież Horacy dwa tysiące lat temu doradzał: „miej odwagę być mądrym”, co oznacza w gruncie rzeczy to samo – nie bój się myśleć niezależnie, odmiennie od innych.

Wbrew pozorom nie jest to takie łatwe. Ja na szczęście nie miałem z tym nigdy problemu. Pamiętam jeszcze pewną lekcję ze szkoły podstawowej, gdzie to objawiło się u mnie w pełni. Nauczycielka poleciła nam przestawić krzesła tak aby stały w dwóch rzędach naprzeciwko siebie. Następnie czytała historię zawierającą kilka istotnych problemów życiowych, przy których robiła pauzę. Naszym zadaniem z kolei było usiąść w rzędzie krzeseł, które reprezentowało nasze stanowisko wobec danego zagadnienia.

Historia dotyczyła pary, spodziewającej się dziecka. Okazało się jednak, że wystąpić mogą komplikacje i dziecko może urodzić się chore. Pytanie było następujące – czy para powinna zdecydować się przerwać ciążę czy nie? Ja siedziałem w rzędzie sprzeciwiającym się aborcji. Większość klasy przeszła jednak na drugą stronę. Zostało nas może pięć lub siedem osób. I przez kolejne kilka minut nasza grupa wykruszała się – powoli, po jednej osobie. Na koniec zostałem sam. Pamiętam jeszcze to uczucie presji, wynikające z opowiadania się po stronie przeciwnej niż reszta – grupka około trzydziestu moich rówieśników versus ja. Wszystkie oczy były wpatrzone we mnie, pomieszczenie wypełniała gęsta ciekawość – czy on też zmieni zdanie, czy nie?

Nie zmieniłem. Nauczycielka zapytała dlaczego. Odpowiedziałem krótko, coś podobnego do: „Przede wszystkim nie wiadomo czy dziecko rzeczywiście urodzi się chore. Poza tym, jeżeli rodzice mieliby być nieszczęśliwi z powodu braku dzieci, to powinni się na to zdecydować pomimo choroby”. Potem nauczycielka kontynuowała opowiadanie historii. Okazało się, że dziecko miało urodzić się zdrowe. Podczas następnego pytania nie siedziałem już sam.

Sądzę, że ta moja cecha, która pozwala mi myśleć niezależnie i utrzymywać poglądy odmienne od ludzi wokół, w dużej mierze przyczyniły się do mojego późniejszego zainteresowania filozofią. Jeżeli ktoś czuje się z tym niekomfortowo, odczuwa z tego powodu stres, to ma raczej niewielkie szanse aby zostać dobrym filozofem. Z doświadczenia wiem też, że nie jest to powszechna cecha. Większość osób jakie znam nie oddaje się niezależnemu myśleniu – czy to ze względu na ogólny brak zainteresowania sprawami intelektualnymi, brak pewności siebie czy przytłaczających instynktów stadnych.

Istotnym powodem jest również fakt, że wszyscy uczymy się w szkole prawie tego samego materiału, który z definicji składa się z wiedzy i punktów widzenia, z którymi większość się zgadza. Zatem jako dzieci zostajemy wprowadzeni w koleiny pewnego określonego sposobu myślenia O poglądach niepopularnych i mniejszościowych rzadko się wspomina. Uczniowie nie są zachęcani do niezależnego myślenia i szukania we własnym zakresie. Na lekcjach historii widać to najlepiej – przedstawiane są tam ściśle określone interpretacje zdarzeń; nie wspomina się o innych możliwych sposobach ich postrzegania, nawet jeżeli historycy nie są na ten temat zgodni.  Szkoła zatem nie uczy nas niezależnego myślenia, ale przeciwnie – stara się je w nas zdusić. Tak zagadnienie niezależnego myślenia ujął Peter Thiel, amerykański przedsiębiorca znany ze swoich niezależnych poglądów:

Kiedy przeprowadzam rozmowę o pracę, lubię zadawać następujące pytanie: "w jakiej ważnej prawdzie niewiele osób się z tobą zgadza?". To pytanie brzmi na łatwe, ponieważ jest bezpośrednie. W rzeczywistości trudno jest na nie odpowiedzieć. Jest ono trudne pod względem intelektualnym ponieważ wiedza, którą wszyscy nauczyliśmy się w szkole, z definicji jest powszechna. I jest to psychologicznie trudne ponieważ każda odpowiedź jest z definicji niepopularna. Błyskotliwe myślenie jest rzadkie, ale odwaga jest jeszcze rzadsza niż geniusz.

Uważam jednak, że ową niezależność myślenia trzeba doprowadzić do końca. Niestety wielu filozofów ma poglądy inne niż większość, ale w porównaniu z innymi filozofami – ich poglądy są praktycznie identyczne. Oczywiście niezależność nie jest wartością samą w sobie – ostatecznie chodzi o poglądy zgodne z Rzeczywistością. Głupotą byłoby utrzymywać pogląd który uznaje się za fałszywy, po to tylko aby się wyróżnić. Jednak prawdziwa niezależność wymaga odporności na presję pochodzącą ze wszystkich grup – zatem zarówno ze strony przeciętnego człowieka, rodziny, jak i innych filozofów czy intelektualistów.

Pełna niezależność jak uważam, jest wymogiem aby zostać wyśmienitym filozofem. Historia pamięta filozofów kopistów, którzy wyznawali poglądy innych filozofów, może je trochę rozszerzając i modyfikując. Jednak bodaj wszyscy prawdziwie wielcy filozofowie mieli poglądy odmienne nie tylko od przeciętnego człowieka, ale też od przeciętnego filozofa. Przypomnijcie sobie jak Platon pogardzał sofistami albo jak Schopenhauer wyśmiewał Hegla, Fichtego, Schellinga i innych popularnych filozofów w jego czasach. Zresztą jest to prawdą również w nauce. W gruncie rzeczy „Annus Mirabilis” czyli rok 1905 w którym Einstein opublikował swoje pięć przełomowych prac naukowych, wziął się nie z olbrzymiej wiedzy albo niebywałych zdolności matematycznych młodego naukowca, ale po prostu z niezależnego, nieszablonowego myślenia. Mówiąc szczerze te artykuły mogło napisać tysiące innych fizyków żyjących w tamtych czasach. Jednak tylko Einstein myślał prawdziwie i w pełni niezależnie, za co los wypłacił mu sowitą dywidendę.

Chyba najlepsze przykłady zjawisk związanych z myśleniem zależnym od grupy, znaleźć można na rynkach finansowych. Zaletą rynków jeśli chodzi o badanie ludzkiej psychologii jest, że mają olbrzymią ilość uczestników, którzy są anonimowi i obracają dużymi pieniędzmi. Zatem interpretacja może być tylko jedna – oni niczego nie udają, działają dokładnie tak ja uznają to za najwłaściwsze. Niestety, każdy kto choć trochę zna rynki wie, że większość inwestorów robi dokładnie odwrotnie do tego co nakazuje zdrowy rozsądek. Otóż większość inwestorów inwestuje w spółki, które są popularne, a ich cena rośnie. W tym oczywiście podążają za innymi inwestorami. Z kolei najbardziej nielubiane spółki to te, których cena spada – niezależnie od powodów. Zatem tam gdzie cena danej spółki staje się atrakcyjna pod względem inwestycyjnym – większość sprzedaje. Tam gdzie cena rośnie, a wraz z nią potencjalne zwroty z inwestycji maleją – tam sprzedają. Absurd! Prowadzi do niego oczywiście nie trzeźwa, racjonalna analiza ale właśnie brak niezależności myślenia, skłonność do podążania za innymi.

W dużej mierze sukces najlepszych inwestorów, takich jak Warren Buffet, Charlie Munger i Peter Lynch, polega na kupowaniu tylko wówczas kiedy cena jest atrakcyjna, a zatem większość uczestników rynku patrzy na dane aktywo niechętnie. To gwarantuje ponadprzeciętne zwroty z inwestycji. Nie jest to tajemnicą, Peter Lynch wydał nawet książkę, opisującą ze szczegółami swoje podejście, podobnie zresztą jak wielu innych świetnych inwestorów. Cóż, zdaje się, że to nie wiele pomaga, ponieważ inwestorzy cały czas powielają ten sam schemat, kupując kiedy jest drogo i sprzedając kiedy jest tanio. Obecnie w Polsce zaobserwować można to zjawisko w związku ze spółkami projektującymi gry komputerowe. W krótkim czasie ich wyceny poszybowały w górę. Kiedy moda minie, większość z nich zapewne wygeneruje dla inwestorów znaczne straty. Wybitny teoretyk inwestowania Benjamin Graham powiedział, że:

Masz rację lub nie masz racji, nie dlatego, że tłum się z tobą zgadza. Masz rację ponieważ twoje dane i rozumowanie są właściwe.

Dokładnie tak należy podchodzić do filozofii, ponieważ podejście to zapewnia najlepsze możliwe rezultaty.