Pomyślnie zasubskrybowałeś Blog filozoficzny
Wspaniale! Następnie zakończ płatność, aby uzyskać pełny dostęp do Blog filozoficzny
Witamy spowrotem! Logowanie powiodło się.
Success! Your account is fully activated, you now have access to all content.
Success! Your billing info is updated.
Billing info update failed.
Spokój w obliczu katastrofy klimatycznej

Spokój w obliczu katastrofy klimatycznej

. 2 min czytania

Największym problemem ludzkości w dzisiejszych czasach jest przetrwanie. To paradoksalne. Zdawałoby się, że dysponując olbrzymią wiedzą naukową i wysoce rozwiniętą technologią, nasze problemy będą mniej elementarne niż wieki temu. Rozwój społeczeństwa jest mieczem obosiecznym i oprócz tego, co wspaniałe (jak medycyna oraz elektryczność), przynosi również to, co może ją zniszczyć (jak broń nuklearna i globalne ocieplenie). Nasi przodkowie nie mieli tego problemu.

Mimo, że globalne ocieplenie jest w naszych czasach pierwszorzędnym problemem – nie odczuwam go. Jest on nierealny, jakby dotyczył innego świata. Dlaczego? Zapewne jest to kwestia ogromu zagrożenia i braku reakcji na niego; kompletnego spokoju, który i mnie się udziela. To dokładnie tak jakby front wojenny przesuwał się w naszą stronę, a wraz z wrogimi żołnierzami szła śmierć, cierpienie i destrukcja, ale nikt by się tym nie przejmował. Życie toczyłoby się swoim codziennym, ustalonym biegiem. Nikt nie przygotowywałby broni, nikt nie budował okopów. Nie byłoby żadnej mobilizacji wobec zagrożenia. Trudno byłoby w takich warunkach poczuć grozę tego, co ma nadejść.

Jednak globalne ocieplenie stale postępuje, jak front wrogiej armii, który nie napotyka oporu. Obecnie z reguły nie potrafimy odczuć jego destruktywnych efektów, ale możemy być pewni, że to tylko kwestia czasu. Od czasu do czasu ktoś o tym wspomina, ale przecież niewiele się robi w tej kwestii. Naukowcy nawołują, ale politycy nie biorą ich na poważnie, chociaż statystyki są nieubłagane i jednoznaczne. Ja sam chętnie coś bym zrobił, zaangażował się, aby powstrzymać zagrożenie, którego doświadczą moje przyszłe dzieci i wnuki. Ale co mogę zrobić? Brak zorganizowanego ruchu, powszechnej świadomości, która by wymusiła na politykach implementowanie rozwiązań tego problemu. Jako jednostka nie mogę zrobić nic, aby zapobiec chaosowi, który w przyszłości stanie się moim udziałem.

Niemoc miesza się z poczuciem nierealności. Nie da się w ten sposób rozwiązać nawet niewielkiego problemu, a w tym przypadku mierzymy się z jednym z największych, jakie napotkała ludzkość. Trzeba zatem czekać, aż stanie się to realne. Coś się musi wydarzyć, co uzmysłowi przeciętnemu zjadaczowi chleba, że, ponad wszelką wątpliwość, globalne ocieplenie jest rzeczywistym problemem i to niezwykle groźnym. Wówczas jednak może już być za późno na działanie i będzie ono nieskuteczne. Ludzkość zdaje się jechać w bezdenną przepaść, ale nie chce wcisnąć hamulca. Zapewne zmieni zdanie, kiedy już dostrzeże, dokąd zmierza. Wówczas jednak hamulec może nie zatrzymać nadchodzącej katastrofy.

Michał Sykutera

Pasjonuję się filozofią, ale nie tą ciężką jak hipopotam i toporną jak radziecka ciężarówka. Przeciwnie – tą, która jest przejawem inteligencji, polotu i swobody duchowej wobec spraw najistotniejszych.

Media społecznościowe