Towarzyskość w mediach społecznościowych

Towarzyskość w mediach społecznościowych

. 1 min czytania

Media społecznościowe są mi raczej obce. Dopiero po założeniu „Bloga filozoficznego” zaangażowałem się w nie istotnie. Wcześniej bardzo rzadko, z dystansem i od niechcenia. Powodem jest oczywiście płytkość i powszedniość większości treści, którą miliony ich użytkowników fabrykują każdego dnia. Zresztą czy ktoś wyobraża sobie aby na Facebooku albo Twitterze odbyć się mogła prawdziwa dyskusja filozoficzna? Rzetelna, wyczerpująca rozmowa na istotny temat, jest na tym gruncie czymś nieomal niemożliwym. Krótkotrwała uwaga, pośpiech, nastawienie na szybką gratyfikację – to jak sądzę główne grzechy wszelkich platform społecznościowych przeciwko intelektualizmowi. Nie oznacza to jednak, że intelektualista musi trzymać się od nich z daleka. W tą sprawę wtajemniczył mnie Joscha Bach, który napisał na swoim blogu:

„Jacy ludzie używają Twittera i w jakim celu? Dla mnie jest to źródło wiadomości icoś na kształt miernika sentymentów społecznych. Kiedy tylko pojawia się istotny temat kulturowy, polityczny lub naukowy, Twitter informuje mnie o nim. Dbam o to aby mój strumień wiadomości maksymalizował stosunek sygnału do szumu. Sygnał, którego szukam to nowości na rynku idei. Zdaje sobie sprawę, że jestem w mniejszości.”

„Dla większości użytkowników Twittera, platforma stanowi medium dostosowywania swoich opinii do grupy. Wiadomości są udostępniane jako wyraz poparcia dla jej autora. Udostępnienie stanowi wyraz solidarności. Rozłamowe opinie są odsiewane, poprzez blokowanie ich autorów. Ci, którzy nie zgadzają się z treścią są blokowani i w ten sposób wyłączeni z aktualnej i przyszłej dyskusji. Innymi słowy, większość użytkowników Twittera to zwyczajni ludzie, którzy komunikują się w zwyczajny sposób. Po prostu udzielają się towarzysko. Wyrażają swoją akceptację dla członków grup do których przynależą i oczekują, że też zostaną zaakceptowani.”

Michał Sykutera
[email protected]